art by JB

Moja art strona - zapraszam - art by JB

niedziela, 10 listopada 2024

Wędrówki po okolicy


 Zdarza się, że i listopadowe dni zachęcają do spacerów. Ostatnio słoneczna pogoda sprawiła, że wybraliśmy się na wędrówkę po najbliższej okolicy. Mieszkam w Parku Krajobrazowym Chełmy  https://www.gorykaczawskie.pl/park-krajobrazowy-chelmy/ i  ciekawych terenów wokół nie brakuje. Poniżej zamieszczam mapkę. Są na niej zaznaczone miejscowości ważne dla mnie: Prusice, Wilków Osiedle i Leszczyna. Wokół wzgórza: Rosocha, o której już pisałam, Prusicka Góra, Średnia Góra, Duży Młynik, Widawa – miejsca, które znam od dziecka. Dzisiaj opowiem o Średniej Górze. Nigdy jej tak nie nazywaliśmy. Zawsze mówiliśmy, że idziemy na Żelaźniak albo na Żelazny Krzyż – każdy wiedział o co chodzi. Wiodły tam ścieżki przez las, miejscowi wiedzieli jak iść, nie było żadnych szlaków. Na zalesionym szczycie góry stał i nadal stoi wysoki żelazny krzyż. Nikt nic nie wiedział o jego pochodzeniu, aura tajemniczości okrywała tę budowlę. Istniało kilka hipotez dotyczących jej powstania. Jedna z nich głosiła, że krzyż był dziełem cystersów, którzy w niedalekim Kondratowie mieli mieć swój klasztor. Inne hipotezy sugerowały militarne przeznaczenie krzyża, przede wszystkim miałby służyć Niemcom w czasie drugiej wojny światowej jako element systemu przesyłowego. Wydrążone okopy i widoczne pozostałości ziemianek wskazują na to, że stalowy obiekt mógł być wykorzystywany jako maszt wojskowych urządzeń radiowych. Do 2007 roku historia powstania krzyża była nieznana, w ciągu wielu lat badań nie udało się ustalić niczego konkretnego.


Leszczyna - widok z trasy



W oddali - komin Huty Miedzi w Legnicy


W 2007 roku dzięki ogłoszeniom w prasie niemieckiej nastąpił zaskakujący zwrot w poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie związane z 13-metrowym Żelaznym Krzyżem. Z Niemiec nadszedł list od kobiety, która przed wojną mieszkała w Wilkowie. Twierdziła ona, że Żelazny Krzyż został postawiony między 1931 a 1936 rokiem przez hrabiego von Lüttichan z Prusic. Do ojca kobiety należał las wzdłuż granicy stromego zbocza, ponadto był on właścicielem restauracji, tzw. karczmy sądowej w Wilkowie. Hrabia von Lüttichan chciał na najwyższym wzniesieniu swojej posiadłości postawić na chwałę bożą żelazny krzyż. Nie mógł jednak doprowadzić na wzgórze niezbędnych materiałów. W związku z czym uzyskał od ojca autorki listu pozwolenie, by dokonać tego od strony jego posiadłości. Po pewnym czasie wersję pani Christy Fleischer potwierdził syn hrabiego – Hannibal von Lüttichan. Informacje z listu znajdują odzwierciedlenie w dokumentach historycznych – właścicielem Górnych Prusic był w tamtym czasie Graf Guido von Lüttichan, są również dowody na istnienie w Wilkowie karczmy sądowej.




Dzięki tym wydarzeniom we wrześniu 2007 roku Nadleśnictwo Złotoryja uruchomiło ścieżkę przyrodniczo-historyczną "Żelazny Krzyż" wyposażoną w odpowiednie tablice dydaktyczne. Trasa do krzyża z osiedla Wilków prowadzi stromymi dróżkami leśnymi, ale dzięki planszom poglądowym i znakom informacyjnym na pniach drzew dotarcie do celu nie jest trudne.


My oczywiście poszliśmy swoją ścieżką od strony Leszczyny. Pogoda była piękna, widoki wspaniałe, powrót prosto w dół.. W takich momentach doceniam to gdzie mieszkam. Wiem, że każdy może tak powiedzieć o swojej okolicy i to jest piękne:)



niedziela, 3 listopada 2024

Listopad i zioła..

                                                                                  Chłód, poranne mgły,

dnie coraz krótsze, drzewa gubiące zbrązowiałe liście... Wszystkie te znaki zwiastują przejście do późnej jesieni. Od listopada zaczynamy wyraźnie odczuwać niższy poziom energii. Ma to związek z ograniczoną ilością światła słonecznego. W krótkie, pochmurne dni szyszynka wzmaga produkcję melatoniny – hormonu regulującego rytm dobowy.

Listopad to czas refleksji i większego spokoju a nierozpraszana uwaga w naturalny sposób przenosi się do własnego wnętrza. Jest to czas, w którym powinniśmy zwolnić, zadbać o odpoczynek, ciepło i odżywić tkanki na głębokim poziomie.

Energie późnej jesieni i zimy  cechuje głębia, ciemność, pewien rodzaj hibernacji, co ma odbicie w całej naturze.  Od mniej więcej połowy listopada niedźwiedzie będą zapadać w zimowy sen. Przedtem muszą się dobrze najeść, by odłożyć zapas niezbędnego tłuszczu na okres gawrowania. Podobnie jest u nas, jesienią mamy większy apetyt i silniejszy ogień trawienny. Organizm chce zmagazynować dodatkowy tłuszcz do ochrony przed zimnem. Okres od listopada to czas ładowania „akumulatorów”, magazynowania zasobów energetycznych  niezbędnych do regeneracji i odnowy.  Stajemy się bardziej senni, leniwi, ociężali, bez zbytniej chęci do aktywności. To naturalny cykliczny proces, który trzeba po prostu przejść. Lustrzanym odbiciem tej mrocznej ciemni sezonu są emocje. Mamy  prawo czuć się bardziej zamknięci w sobie, wycofani, mniej chętni do rozmów i kontaktów. Częściej towarzyszy nam smutek, bywa że wpadamy w melancholię. W takich momentach najlepiej usadowić się pod kocykiem z ciepłą herbatką. Pozwolić  by emocje przepłynęły, odpocząć, nie nadwyrężać organizmu, nie robić nic na siłę. Trzeba rozgrzać się od środka. Wybierać pokarmy rozgrzewające żołądek, jelita, mózg, które dostarczą energii i rozproszą chłód. Latem jemy więcej chłodzących, surowych warzyw i owoców. Teraz w listopadzie lepiej jeść więcej gotowanych potraw, zup, sosów, gulaszów.  Ostrzej doprawione rozgrzeją, rozproszą śluz i wzmocnią.

Późna jesień, gdy organizm z natury gromadzi nie usuwa - to nie pora na posty, diety oczyszczające, terapie sokami. Tego typu działania zakłócą równowagę, osłabią układ odpornościowy i mogą doprowadzić do choroby. Dodatkowy tłuszczyk będzie izolacją na zimę, a żyjąc zgodnie z rytmem natury, łatwo zrzucimy go wiosną.

Od listopada  ciało i umysł domagają się zwolnienia rytmu, potrzebujemy więcej odpoczynku, snu, relaksu, przekierowania uwagi do wewnątrz, refleksji. Nadmierna aktywność, wysiłek fizyczny i umysłowy, dużo hałasu, niedobory snu w stosunku do potrzeb wyczerpują nasz wewnętrzny system.

Jesień to sezon płuc

Zioła energetycznie wzmacniające płuca: imbir, tymianek, mięta, szałwia, gorczyca, chili, miłorząb. Po przemarznięciu pomoże herbatka ze świeżego imbiru, przy mokrym kaszlu napar z tymianku. Jabłka i gruszki nawilżają głęboko tkankę płuc a także oczyszczą  i zregenerują jelita.

Pikantne, rozgrzewające przyprawy dezynfekują i udrażniają drogi oddechowe – cebula, czosnek, pieprz, chili, imbir, gorczyca. Zioła uspokajające, oprócz typowych na kaszel złagodzą stan zapalny dróg oddechowych np. głóg.

Ciepłe, świeżo przygotowywane posiłki z odrobiną ostrego smaku, rozgrzeją i poprawią krążenie. Wskazane są warzywa, głównie korzeniowe „uziemiające”, gotowane na parze lub duszone. Kasza jęczmienna pomaga rozgrzać, jaglana, ryż, czosnek osuszają z nadmiaru flegmy  i wilgoci. Dobre są kiszonki, które wspomagają jelita a zatem i płuca.

Słodki smak nawilża, odżywia, koi system nerwowy, poprawia humor:  miód, pyłek pszczeli, owies, migdały, marchew, dynia. Na surowo można jest jabłka, gruszki, śliwki, przy uczuciu chłodu, katarze lepiej zrobić z nich kompot, przyprawiony  goździkami, cynamonem, kardamonem.

Jesienne odżywianie dotyczy nie tylko ciała. To czas refleksji, kontemplacji, odpowiedni moment by zanurzyć się w wewnętrznej ciszy. Życie w harmonii z naturą, poddawanie się cyklicznym zmianom to najlepsza profilaktyka zdrowia ciała, ducha i umysłu.

Znakomitym wsparciem w okresie listopada są zioła.  Dziurawiec wniesie trochę słońca, melisa, lipa, rozmaryn, dzika róża podniosą na duchu, serdecznik wyciągnie opary melancholii z serca, a przyprawy korzenne rozgrzeją, dodadzą wewnętrznego żaru.

Słoneczna herbatka

W równych ilościach mieszamy melisę, ziele dziurawca, kwiat głogu, kwiat i liść lipy.

Łyżkę mieszanki zalewamy wrzątkiem.

Zaparzamy kwadrans, po przecedzeniu dosładzamy miodem.

Warto wtedy znaleźć sobie przytulne miejsce, zapalić świece, wyłączyć światło i pić bardzo powoli napar, delektując się smakiem. Po takim „seansie” efekty działania będą bardziej odczuwalne. Być może nawet zanurzymy się w wewnętrznej głębi, przyjdzie refleksja, mocno zarysuje się to, co chcemy, a co już nam nie służy.



Aura listopada nie zachęca do spacerów, ale warto pooddychać wśród iglaków. Pozbierać przy okazji dziką różę, dereń, jałowiec. Dzikie owoce są o wiele bardziej wartościowe niż jakiekolwiek uprawne. Bogatsze w witaminy, minerały, przeciwutleniacze. Zawierają całe spektrum unikalnych substancji bioaktywnych i energię witalną. Mają niewielkie ilości cukrów, stąd ich bardzo kwaśny, cierpki smak. Dzikie owoce niosą ogromne korzyści dla zdrowia.  Zawierają wiele związków bioaktywnych. Mają silne działanie przeciwutleniające, przeciwzapalne, przeciwdrobnoustrojowe, przeciwnowotworowe. Zapobiegają i pomagają leczyć różne schorzenia. Skąd ta siła? Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że  dzikie owoce są dokładnie takie jak je stworzyła Matka Natura. Nikt ich nie sadził na wyjałowionej ziemi rolniczej. One same wybrały sobie najodpowiedniejsze miejsca. Nikt ich nie hybrydował ,by stworzyć jednolite uprawy. Nie modyfikował genetycznie dla uzyskania większych plonów. Dzikie owoce są silne i odporne na ciężkie warunki.  Wiatr je smaga, słońce przypieka, mróz mrozi. A one bez środków ochrony, nawożenia, podlewania są zdolne przetrwać i dorodnie dojrzewać w słońcu. Rośliny uprawne w takich warunkach nie miałyby szans. To świadczy o ogromnej sile, którą możemy z nich czerpać.


Jesienią Apteka Natury pęka w szwach. Zebrane dzikie owoce możemy suszyć, robić z nich przetwory. Będą naszą życiową siłą, najlepszym z możliwych uzupełnieniem składników odżywczych. Poprawią odporność, dodadzą energii, przydadzą się w każdej domowej apteczce.

Ja dziś nazbierałam owoców dzikiej róży i głogu. Zachęcam do listopadowych spacerów:)