A co w ziołowym świecie? Dziś o dwóch roślinkach. Pierwsza to wierzba. To niezwykłe drzewo z pogranicza współczesnej medycyny, świata czarów i bagiennych rusałek. Wierzba od wieków stanowiła symbol odrodzenia, odnowy. Nazywano ją rośliną miłującą życie. Jej srebrzyste kwiatostany zwane baziami, gdzieniegdzie kotkami są od wieków podstawowym składnikiem palmy wielkanocnej. Poświęcona palma obdarzona była szczególną mocą: zapewniała dostatek, zdrowie i ochronę przed złem. Znana jako środek leczniczy już w starożytności.
W XVIII wieku angielski pastor Edward Stone zaobserwował, że choroby związane z uciążliwą gorączką najczęściej dokuczają ludziom z podmokłych terenów - z miejsc, które upodobały sobie wierzby. Pastor ów zastosował się do zasady, według której rośliny rosnące na danym terenie stanowią lek na najczęściej spotykane tam choroby. Zaczął podawać chorym ludziom (z wysoką gorączką i dreszczami) sproszkowaną korę wierzby. O dziwo to poskutkowało wyleczeniem.
Oficjalnym surowcem leczniczym jest kora wierzby. W tradycji ludowej używano też liści a czasem kwiatostanów - mają one jednak słabsze działanie. Kora działa jak aspiryna.
Oprócz właściwości leczniczych wierzba jest także ważną rośliną miododajną i użytkową. Jej pędy są giętkie i elastyczne, mają zastosowanie w wikliniarstwie i rękodzielnictwie. Kilka jej odmian stanowi surowiec energetyczny.
Wierzba to także symbol wiosny, który z radością witamy po długiej zimie.
Drugą rośliną, o której chcę wspomnieć to janowiec ciernisty. Bardzo popularny w Szkocji. Rośnie wzdłuż polnych ścieżek, porasta zbocza wzgórz i pagórków. Jest nieodłącznym elementem wiosennego krajobrazu. Pięknie wygląda i pachnie kokosem. Okazuje się też, że ma właściwości lecznicze: między innymi koi nerwy, niweluje efekty stresu.
Niedawno natknęłam się na przepis syropu, który można zrobić z kwiatów janowca i dodawać do wody - powstaje wtedy pyszna lemoniada, lub do herbaty. Potrzebne jest 600 ml wody, 250g cukru, otarta skórka z jednej pomarańczy i sok z jednej cytryny oraz cztery garście kwiatów janowca.
Codziennie w czasie spacerów mijam te złociste krzewy, dlatego postanowiłam zrobić ten syrop. Użyłam mniej niż połowę cukru podanego w przepisie. Wodę gotuje się z cukrem na wolnym ogniu przez 10 minut. W tym czasie należy sparzyć pomarańczę i zetrzeć skórkę, wycisnąć sok z cytryny. Potem należy wszystko dodać do cukrowego syropu: skórkę, sok, kwiaty janowca i zostawić to na noc. Drugiego dnia odcedzić i gotowe. Mój syrop był kwaskowy, z nutą pomarańczy i kokosu. Niezbyt gęsty bo cukru było mało ale całkiem smaczny:)
Przepis oryginalny jest tu: https://www.eatweeds.co.uk/gorse-flower-cordial-recipe
Tymczasem mamy Wielkanoc, chciałabym życzyć wszystkim zdrowych, pogodnych Świąt pełnych wiary, nadziei i miłości. Radosnego, wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród przyjaciół.











A dziękuję bardzo:)
OdpowiedzUsuńNajważniejsze, że masz się dobrze i wróciłaś do pisania.
OdpowiedzUsuńSyrop i krzew to ciekawostka.
Wszystkiego pięknego:-)
Bardzo dziekuję i pozdrawiam cieplutko:)
UsuńZachód słońca zachwycający:)
OdpowiedzUsuńNie przypuszczałam, że wierzba ma takie właściwości!
Pozdrawiam serdecznie:)
Dziękuję:) Bardzo często rośliny, które mijamy mają niezwykłą moc:)
UsuńWitaj już poświątecznie Nagietku
OdpowiedzUsuńRadość o poranku jest najpiękniejsza. A jeżeli chodzi o nią, to zapraszam....
Pozdrawiam budzącą się coraz żwawiej dookoła naturą
Święta minęły, wiosna kwitnie.. A poranki są cudne:) Pozdrowienia Ismeno:)
UsuńWpadłam tu i zostaję....
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę i zapraszam:)))
Usuń