art by JB

Moja art strona - zapraszam - art by JB

wtorek, 16 kwietnia 2024

Gdzie na spacer?


 Każdy z nas ma swoje ulubione ścieżki spacerowe. Mam i ja:) Jest to miejsce, do którego wiele ludzi przyjeżdża z daleka a ja wychodzę z domu i po 40 minutach jestem tam.

W drodze na Rosochę

To Rosocha -  wzniesienie o wysokości 464 m n.p.m położone na Pogórzu Kaczawskim, na terenie parku krajobrazowego „Chełmy”.  Ze wzgórza, przy dobrej widoczności, dostrzec można miejsca oddalone nawet o kilkadziesiąt kilometrów, rozpościera się tu panorama Równiny Chojnowskiej, sięgająca po zamek Grodziec. Urokliwy jest też krajobraz łagodnych, zalesionych stoków i nieckowatych dolin bezpośrednio wokół wzniesienia jak i rozległe widoki na stronę południową, na Góry Kaczawskie i Karkonosze ze Śnieżką.

Widok ze zbocza Rosochy na stronę południową


Pod koniec XIX w. na szczycie Rosochy stała gospoda i schronisko z tarasem widokowym, które uległy całkowitemu zniszczeniu w okresie po II wojnie światowej. Obecnie na tym miejscu stoi samoobsługowy schron turystyczny „Marianówka”. Jest to doskonałe miejsce na biwak, można rozpalić ognisko, wsłuchać się w szum drzew a być może dostrzeżemy i usłyszymy echa dawnych wydarzeń... A działo się tam, oj działo...

Marianówka na szczycie Rosochy


Rosocha była od dawna uznanym punktem widokowym: już przed 1890 r. na wierzchołku stała gospoda i murowane 2-piętrowe schronisko z salą restauracyjną i tarasem widokowym.


Tak wyglądało przedwojenne schronisko.


Pocztówki z Internetu

 W okresie międzywojennym, po przejęciu władzy przez nazistów, na spłaszczeniu pod szczytem, od strony wschodniej zbudowano niemiecką stację radiową, noszącą kryptonim "Rüdiger".

Jej przeznaczenie jest do dzisiaj niejasne i stanowi przedmiot sporu nie tylko historyków. Bez wątpienia, była ona ważnym ogniwem niemieckiego systemu łączności radiowej, a niewykluczone, że i radiolokacji. Prawdopodobnie Niemcy zajmowali tę placówkę jeszcze gdy w okolicach przebiegał front. Ze szczytu wzgórza mieli bowiem doskonały widok na toczące się w dole działania wojenne.

W połowie lutego 1945 roku, Rosjanie przypuścili z kierunku południowego szturm na to wzgórze. Poprzedzony on był precyzyjnym ostrzałem artyleryjskim, co potwierdzają ruiny stacji. Zrównane z ziemią zostały obiekty koszarowe, ale konstrukcja głównej budowli, kryjąca urządzenia radiowe i zespoły agregatów w zasadzie nie została naruszona. Po kilkudniowych, i szczególnie zaciętych walkach, radiostacja padła. Jednak część sił niemieckich, rozlokowanych na pobliskich wzgórzach utrzymywała nadal zdolność bojową.

Niemcy przygotowani byli do obrony z kierunku północnego. Zaskoczeniem dla nich był zapewne sowiecki atak na ich tyły - od południa. Niewyjaśnione pozostają do dziś powody, tak zacięcie prowadzonej przez Niemców obrony, tych raczej nie mających strategicznego znaczenia, terenów. Zadziwia też fakt, że znajdująca się nieopodal, najnowocześniejsza wówczas w III Rzeszy (uruchomiona w 1939 roku) kopalnia rudy miedzi nosząca nazwę "Lena", nie była broniona. Według relacji naocznych świadków - polskich robotników przymusowych, zatrudnionych w pobliskich wsiach - to poddających się tu Niemców, Rosjanie nie brali do niewoli - wszystkich esesmanów oraz żołnierzy Luftwaffe, którzy się poddali natychmiast rozstrzelali. Nie ocalał żaden świadek. Sowieci pośpiesznie rozmontowali całe wyposażenie obiektu i po przetransportowaniu do Jawora, dalej koleją, wysłali na wschód.

Do dzisiaj ziemia ta kryje wiele tajemnic, niezliczone szczątki obrońców i masę wojennego żelastwa. Proces rozminowania tych terenów trwał do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Świadczyć o tym mogą mapy sztabowe WP z tego okresu, na których zaznaczono tereny jeszcze zaminowane.

Przejeżdżając przez bramę, po obu stronach stały budynki koszarowe dla stacjonującej tu jednostki wojskowej. Po wojnie okoliczni mieszkańcy rozebrali ich pozostałości, wykorzystując je ponownie jako materiał budulcowy.

Budynek główny - to solidna konstrukcja żelbetowa, na wprost wejścia głównego rozciąga się największe pomieszczenie – hala główna w której na powierzchni około 100m2 mieściło się centrum dowodzenia. Świadczą o tym duże okna z których rozciąga się fantastyczny widok, oraz prostokątny otwór biegnący przez środek sali, w którym ułożone były kable do agregatów lub pomp w piwnicy. W pomieszczeniu tym mieściła się skomplikowana aparatura nadawczo-odbiorcza. Nieopodal budynku głównego znajduje się wiele pozostałości z dawnych czasów: zasypana studnia, spory kwadratowy basen, oraz kopiec, skrywający głęboki na kilkanaście metrów zbiornik. Dokładnie nie jest znane przeznaczenie owego silosu, jednak prawdopodobnie był to zbiornik do chłodzenia lamp stopni mocy. Wiadomo jednak że jest w jakiś sposób połączony z którymś z pozostałych budynków (prawdopodobnie z budynkiem głównym radiostacji), gdyż w środku czuć podmuch powietrza.

Przypuszcza się, że testowano lub używano tutaj najnowocześniejszych rozwiązań technicznych tamtych lat. Jedną z takich zaawansowanych technologii było pozahoryzontalne radio naprowadzanie przy wykorzystaniu niskich częstotliwości. Czy jeden z takich punktów znajdował się w pobliżu Rosochy? Tego na razie nie udało się ustalić. Wiadomo jednak, że za żelbetowymi ścianami budynku centrali znajdowało się 6 nadajników radiowych, o czym świadczą do dziś zachowane napisy zu Sender 6. Ponadto wiele wskazuje na to, że stacja nadawcza miała własne zasilanie. Nie ma bowiem, żadnego śladu doprowadzenia energii elektrycznej ani kablowej ani napowietrznej. Są za to wnęki po generatorach i sumatorach mocy oraz agregatach. Ich ilość sprawia, że nie ma wątpliwości, iż wytwarzano tu więcej mocy niż standardowo potrzebował tego typu obiekt. Do czego więc była wykorzystywana?

Kolejna z teorii mówi, że tak silna stacja nadawcza mogła służyć nawet do łączności z niemieckimi u-bootami. Tym bardziej, że północna przestrzeń była wolna od zakłóceń aż po horyzont. Dwa 30. metrowe maszty radiowe usytuowane były tak aby promieniować na kierunku południe - północ.

Następna teoria to przypisywanie stacji nadawczej Rüdiger roli jednej z niemieckich stacji bazowych a więc tych z których wysyłany sygnał był najsilniejszy. Co ciekawe sygnał radiowy z Rosochy miał naturalne wspomaganie. Wnętrze góry zawiera rozległe rudy żelaza i innych metali dzięki czemu to miejsce ma szczególne właściwości propagacyjne. Doskonale działają tu do dziś wszystkie krótkofalówki.

 


Sam budynek dziś już wątpliwie "udekorowany" przez graficiarzy, może w zasadzie robić dość niepozorne wrażenie. Ale wszystkich miłośników tajemnic II wojny światowej na pewno zainteresuje. Resztę urozmaicą wspaniałe i rozległe widoki.

Dla mnie ruiny radiostacji są dość przygnębiające, dlatego wolę zaciszne ławeczki obok Marianówki na szczycie Rosochy. Znam te zakątki bardzo dobrze, od dziecka.. Dopiero od niedawna spotyka się tam turystów. Wcześniej było to zapomniane, dzikie miejsce..

9 komentarzy:

  1. Obejrzałam twoje obrazy, wiele z nich powiesiłabym u siebie, są piękne:-)
    Ciekawie wyglądało to schronisko i rozmiarów sporych było!
    Wiele takich ciekawych budowli i niemieckich pozostałości jest w Polsce, w Górach Sowich na przykład czy nawet na naszych Kujawach. Wielu jest tez pasjonatów, szukających pamiątek i śladów historii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Jotko:) Muszę trochę uaktualnić swoją stronę bo wielu obrazów już nie mam, pojawiło się za to mnóstwo nowych:)) Masz rację, mamy wiele takich ciekawych miejsc w Polsce. Tak więc odkrywajmy je. Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Na pewno zadziwisz nas niejedną opowieścią o swoich stronach :) Niesamowita jest dzisiejsza opowieść. Mnie także nie pociągają wojenne ruiny, zazwyczaj mocno zaniedbane. A co to znaczy "schron samoobsługowy"? Czy ktoś go dogląda? Ma gospodarza? jak się korzysta z takiego schronu? I czy chuligani tam nie grasują? Bo u nas ludzie mają jeszcze mało kultury turystycznej, a "co nie moje, to niczyje, nie trzeba o to dbać". W Szwajcarii przy szlaku było źródełko, przy nim stolik z dzbankiem i kubkiem. Czystym. Nikomu nie przyszło do głowy go zabierać, a kto się napił, to go mył w źródełku (może tam nawet był jakiś ręcznik?). U nas widziałam aluminiową, poobijaną chochlę przy źródełku, na łańcuchu!
    W pięknej i ciekawej okolicy mieszkasz! Nie dziwię się, że to Twoje miejsce na Ziemi :) Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, schron samoobsługowy znaczy, że nie ma tam nic. Chatka jest zamknięta, jeśli ktoś chce zanocować to klucze są w PTTK w Złotoryi. W środku są piętrowe prycze. Nie ma wody, Na zewnątrz miejsce na ognisko, ławki, prymitywna toaleta:))) Kiedyś jak prowadziłam grupę socjoterapeutyczną, to zorganizowałam tam biwak. Znajomi dowieźli wodę w beczce - traktorem. Mieliśmy jedzenie i miło spędziliśmy tam czas:))) Czasem jacyś myśliwi mają tam spotkania. Turyści zazwyczaj pieką kiełbaski a potem ruszają dalej. Serdecznie pozdrawiam Haniu:))

      Usuń
    2. To też pewnie tani nocleg dla Młodych. Dawno temu, za studenckich czasów, gdy chodziliśmy z A. po górach (bo jednak kiedyś chodziliśmy) pewnie byśmy z czegoś takiego skorzystali. To dość "romantyczne" - tylko my i góry :) Uściski!

      Usuń
  3. Na śnieżce byłam, ale poniżej tych gór są również bajeczne tereny. Jak to w przyrodzie, jak to w górach i na pagórach.
    Interesuje mnie urbex, więc i ten budynek pewnikiem by mnie przyciągną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zapraszam w te strony:))) Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Chciałabym, uwierz mi, bardzo odczuwam brak wędrówek i tęsknię za górami. Ale po ostatnim zapaleniu kolana, nadal ten staw nie chce się zregenerować. Chyba będę już musiała odpuścić takie wędrówki.

      Usuń
  4. Witaj mżawką za oknem Nagietku
    Pogórze Kaczawskie zachwyca nie tylko swoimi widokami, ścieżkami... Wierzę, że nie jedną historię przed nami odkryjesz...
    Pozdrawiam kwietniowymi kwiatami kasztanów

    OdpowiedzUsuń