Przyszła wiosna a ja słyszę wołanie z daleka.. Tak, tak w głowie pojawiają się obrazy z czasów sprzed kilku lat. Od jakiegoś czasu widzę kępę starych olch i słyszę ich wołanie..
Ale od początku:
W dolinie (Szkocja), gdzie mgła spływa miękko z wrzosowych wzgórz, rósł krąg starych olch. Ich pnie były poskręcane jak dłonie starców. Kora ciemna, popękana, a korzenie wchodziły głęboko w wilgotną ziemię nad strumieniem, który szumiał nieustannie – jakby opowiadał historię, którą ja chciałabym usłyszeć.... Mieszkaliśmy na obrzeżach miasta Aberdeen, wystarczyło wyjść z domu i po chwili byłam na łąkach, zagajnikach. Chodziłam tam często, bez celu, pozwalając ścieżkom prowadzić się.
Była jednak jedna droga, której długo unikałam.
Wąska, niemal niewidoczna ścieżka odchylała się od głównego traktu i ginęła wśród mokradeł. Zawsze, gdy ją mijałam, czułam coś dziwnego — nie strach, raczej przyciąganie. Jak ciche wołanie, którego nie da się usłyszeć uszami, ale które osiada gdzieś głęboko pod skórą.
Na jej końcu rosły olchy.
Stały w kręgu, stare i powykręcane..
Często tylko patrzyłam na nie z daleka.
Aż pewnego dnia skręciłam. Pamiętam był to czas pandemii..
Trawy sięgały mi do kolan, ziemia uginała się pod stopami. Każdy krok wydawał się nie tylko ruchem w przestrzeni, ale i w czasie. Kiedy dotarłam do kręgu, poczułam nagłe uspokojenie — jakby coś we mnie wreszcie przestało się opierać.
Usiadłam nad strumieniem.
Woda płynęła spokojnie, odbijając poskręcane sylwetki drzew. Słuchałam. Najpierw tylko szumu — wody, liści, wiatru. Potem zaczęły się wyłaniać inne dźwięki. Głębsze. Starsze. Nie przypominały słów, a jednak coś rozumiałam.
I wtedy to usłyszałam a raczej poczułam..
— Witaj, siostro.
Nie podniosłam głowy. Nie przestraszyłam się. To słowo było zbyt znajome, zbyt miękkie, by mogło należeć do obcego świata. Przeciwnie — miałam wrażenie, że wróciłam w miejsce, które znałam, tylko o nim zapomniałam.
Siedziałam tam długo. Nie wiem jak długo. Czas się rozpuścił, przestał mieć znaczenie.
Kiedy wróciłam na ścieżkę, wiedziałam już, że coś się zmieniło. Nie w miejscu — ono było takie samo — ale we mnie. Potem bardzo często przychodziłam w to miejsce, czułam się tam dobrze..
Minął jakiś czas.
Wyjechałam daleko od Szkocji - do domu:). Na początku wydawało mi się, że to, co wydarzyło się wtedy, zostawiłam tam — wśród mokradeł, przy tym strumieniu.
Ale wołanie nie zniknęło.
Zaczęłam więc szukać.
Nieświadomie, potem już całkiem świadomie — wypatrywałam olch wszędzie, gdzie byłam. Nad rzekami, przy rowach, na skrajach łąk. Jakbym próbowała odnaleźć coś znajomego.
I znalazłam je.
Tutaj, gdzie teraz mieszkam, też rosną olchy.
Są inne.
Bardziej smukłe, wyższe, ich pnie nie są tak powykręcane, lecz raczej wiotkie, jakby poddawały się wiatrowi zamiast z nim walczyć. Ich kora jest gładsza, mech mniej gęsty, a światło przenika między gałęziami lżej, jakby to miejsce oddychało inaczej.
A jednak są równie piękne.
I równie tajemnicze.
Kiedy stoję między nimi, czuję znajome drżenie — subtelne, ciche. Nie tak głębokie jak tamto, szkockie. Jak echo, które nie próbuje zastąpić źródła, tylko przypomina, że ono istnieje.
Czasem siadam przy nich i zamykam oczy.
Słucham.
Tu nie słyszę słów tak wyraźnie jak wtedy. Nie ma głosu, który mówi „witaj”. Jest raczej coś delikatniejszego — jakby dotyk na granicy świadomości. Jakby ktoś patrzył, ale bez oczekiwań.
I wtedy rozumiem jeszcze coś.
To nie chodziło tylko o tamto miejsce.
Olchy są jak przejścia.
Różne, zmienne, zakorzenione w innych ziemiach, ale połączone czymś głębszym niż krajobraz. Każda z nich niesie inny ton tej samej opowieści.
A ja…
ja wciąż ją słyszę.
Nawet tutaj.
Zwłaszcza tutaj.
Bo choć krąg ze Szkocji był początkiem, to wołanie nie należy do jednego miejsca.
Ono po prostu znalazło mnie.
I wciąż, cicho, cierpliwie, przypomina:
— Witaj, siostro.
Dzisiaj byłam wśród „moich” tutejszych olch, czuję do nich wielki sentyment..
Mam dużo zdjęć z olchowego kręgu - ale muszę je odszukać.. Kiedyś się nimi podzielę:)


Aż ciarki mnie przeszły!
OdpowiedzUsuńMoże nie wołanie, ale czuję podobnie w pobliżu brzóz, a już cały brzozowy lasek działa jak magnes, jakbym wróciła do domu...
Brzozy też bardzo lubię, mam koło siebie brzozowy zagajnik i lubię tam bywać:) Serdecznie pozdrawiam:)
UsuńWitaj Nagietku
OdpowiedzUsuńA ja trochę spóźniona. Chociaż wcześniej zaglądałam tu regularnie.
I u mnie powiał właśnie wiatr tęsknoty. Dobrze to rozumiem