art by JB

Moja art strona - zapraszam - art by JB

sobota, 28 marca 2026

Wołanie z daleka..


 Przyszła wiosna a ja słyszę wołanie z daleka.. Tak, tak w głowie pojawiają się obrazy z czasów sprzed kilku lat. Od jakiegoś czasu widzę kępę starych olch i słyszę ich wołanie..

Ale od początku:

W dolinie (Szkocja), gdzie mgła spływa miękko z wrzosowych wzgórz, rósł krąg starych olch. Ich pnie były poskręcane jak dłonie starców. Kora ciemna, popękana, a korzenie wchodziły głęboko w wilgotną ziemię nad strumieniem, który szumiał nieustannie – jakby opowiadał historię, którą ja chciałabym usłyszeć.... Mieszkaliśmy na obrzeżach miasta Aberdeen, wystarczyło wyjść z domu i po chwili byłam na łąkach, zagajnikach.  Chodziłam tam często, bez celu, pozwalając ścieżkom prowadzić się. 

Była jednak jedna droga, której długo unikałam.

Wąska, niemal niewidoczna ścieżka odchylała się od głównego traktu i ginęła wśród mokradeł. Zawsze, gdy ją mijałam, czułam coś dziwnego — nie strach, raczej przyciąganie. Jak ciche wołanie, którego nie da się usłyszeć uszami, ale które osiada gdzieś głęboko pod skórą.

Na jej końcu rosły olchy.

Stały w kręgu, stare i powykręcane..

Często tylko patrzyłam na nie  z daleka.

Aż pewnego dnia skręciłam. Pamiętam był to czas pandemii..

Trawy sięgały mi do kolan, ziemia uginała się pod stopami. Każdy krok wydawał się nie tylko ruchem w przestrzeni, ale i w czasie. Kiedy dotarłam do kręgu, poczułam nagłe uspokojenie — jakby coś we mnie wreszcie przestało się opierać.

Usiadłam nad strumieniem.

Woda płynęła spokojnie, odbijając poskręcane sylwetki drzew. Słuchałam. Najpierw tylko szumu — wody, liści, wiatru. Potem zaczęły się wyłaniać inne dźwięki. Głębsze. Starsze. Nie przypominały słów, a jednak coś rozumiałam.

I wtedy to usłyszałam a raczej poczułam..

— Witaj, siostro.

Nie podniosłam głowy. Nie przestraszyłam się. To słowo było zbyt znajome, zbyt miękkie, by mogło należeć do obcego świata. Przeciwnie — miałam wrażenie, że wróciłam w miejsce, które znałam, tylko o nim zapomniałam.

Siedziałam tam długo. Nie wiem jak długo. Czas się rozpuścił, przestał mieć znaczenie.

Kiedy wróciłam na ścieżkę, wiedziałam już, że coś się zmieniło. Nie w miejscu — ono było takie samo — ale we mnie. Potem bardzo często przychodziłam w to miejsce, czułam się tam dobrze..

Minął jakiś czas.

Wyjechałam daleko od Szkocji - do domu:).  Na początku wydawało mi się, że to, co wydarzyło się wtedy, zostawiłam tam — wśród mokradeł, przy tym strumieniu.

Ale wołanie nie zniknęło.

Zaczęłam więc szukać.

Nieświadomie, potem już całkiem świadomie — wypatrywałam olch wszędzie, gdzie byłam. Nad rzekami, przy rowach, na skrajach łąk. Jakbym próbowała odnaleźć coś znajomego.

I znalazłam je.

Tutaj, gdzie teraz mieszkam, też rosną olchy.

Są inne.

Bardziej smukłe, wyższe, ich pnie nie są tak powykręcane, lecz raczej wiotkie, jakby poddawały się wiatrowi zamiast z nim walczyć. Ich kora jest gładsza, mech mniej gęsty, a światło przenika między gałęziami lżej, jakby to miejsce oddychało inaczej.

A jednak są równie piękne.

I równie tajemnicze.

Kiedy stoję między nimi, czuję znajome drżenie — subtelne, ciche. Nie tak głębokie jak tamto, szkockie. Jak echo, które nie próbuje zastąpić źródła, tylko przypomina, że ono istnieje.

Czasem siadam przy nich i zamykam oczy.

Słucham.

Tu nie słyszę słów tak wyraźnie jak wtedy. Nie ma głosu, który mówi „witaj”. Jest raczej coś delikatniejszego — jakby dotyk na granicy świadomości. Jakby ktoś patrzył, ale bez oczekiwań.

I wtedy rozumiem jeszcze coś.

To nie chodziło tylko o tamto miejsce.

Olchy są jak przejścia.

Różne, zmienne, zakorzenione w innych ziemiach, ale połączone czymś głębszym niż krajobraz. Każda z nich niesie inny ton tej samej opowieści.

A ja…

ja wciąż ją słyszę.

Nawet tutaj.

Zwłaszcza tutaj.

Bo choć krąg ze Szkocji był początkiem, to wołanie nie należy do jednego miejsca.

Ono po prostu znalazło mnie.

I wciąż, cicho, cierpliwie, przypomina:

— Witaj, siostro.

Dzisiaj byłam wśród „moich” tutejszych olch, czuję do nich wielki sentyment..



 Mam dużo zdjęć z olchowego kręgu - ale muszę je odszukać.. Kiedyś się nimi podzielę:)

3 komentarze:

  1. Aż ciarki mnie przeszły!
    Może nie wołanie, ale czuję podobnie w pobliżu brzóz, a już cały brzozowy lasek działa jak magnes, jakbym wróciła do domu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzozy też bardzo lubię, mam koło siebie brzozowy zagajnik i lubię tam bywać:) Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Witaj Nagietku
    A ja trochę spóźniona. Chociaż wcześniej zaglądałam tu regularnie.
    I u mnie powiał właśnie wiatr tęsknoty. Dobrze to rozumiem

    OdpowiedzUsuń