art by JB

Moja art strona - zapraszam - art by JB

czwartek, 23 maja 2024

Zioło na maj - glistnik jaskółcze ziele

 


Glistnik [Chelidonium majus] jaskółcze ziele nazwane zostało przez średniowiecznych alchemików darem niebios coeli donum.

Jaskółcze ziele można spotkać wszędzie.  Porasta łąki, brzegi stawów, jezior, parki, polany leśne, wysypiska. Jest niewielką roślinką dorastającą do 60 cm o wysokiej łodydze i żółtych kwiatuszkach. Listki karbowane, podzielone na odcinki podobne do dębowych. Jest łatwe do rozpoznania – łodyga wydziela charakterystyczny jaskrawożółty sok, który skutecznie usuwa kurzajki, brodawki.

Od wieków ludzkość wiedziała jaką moc kryje w sobie drobniutka roślinka o wyjątkowo skutecznym, wszechstronnym działaniu. Pierwsze wzmianki o właściwościach glistnika opisane są na Papirusie Eberes sprzed 3500 lat.

W dawnej Polsce roślina cieszyła się dużym poważaniem o czym świadczy nazewnictwo w starych księgach zielarskich: łaska pana Boga, złoty korzeń, Boży dar, krwawe ziele, oczne ziele. Ludowa nazwa jaskółcze ziele nawiązuje do jaskółek – roślina kwitnie od ich przylotu do odlotu.

Wraz z rozwojem przemysłu farmaceutycznego zaczęto glistnik potępiać, uważać za trujący chwast by odwieść społeczeństwo od stosowania skutecznych ziół.



Ja dopiero od pewnego czasu poznaję dobroczynne działanie tej roślinki.

Jaskółcze ziele jest szeroko stosowane w ukraińskiej medycynie ludowej - usuwa z organizmu nagromadzone złogi, toksyny, stare komórki robiąc miejsce dla nowych.

Wielkim zwolennikiem ziela jest znany akademik Borys Bołotow: fizyk, chemik, biolog i wynalazca. Niemal całe  życie poświęcił na badania naukowe. Ma na koncie ponad 150 wynalazków i kilkanaście książek. Jest znakomitym obserwatorem rozumiejącym prawa, którymi rządzi się natura. Bołotow twierdzi, że każdy człowiek może wyleczyć się z najcięższych chorób.  Jego teoria sprawdzona w praktyce opiera się na odbudowie płynnych środowisk organizmu, jako ośrodka łączności pomiędzy mózgiem a resztą ciała. Pomagają w tym proste środki, które usuwają nagromadzone złogi i toksyny, odbudowują florę bakteryjną, usuwają stare komórki robiąc miejsce dla nowych.

Jednym z prostych skutecznych środków jest sfermentowany napój na bazie glistnika. Na stronach rosyjskojęzycznych można znaleźć świadectwa od osób, którym prosta mikstura pomogła pozbyć się ciężkich chorób.

Kwas Bołotowa z glistnikiem przepis:

2,5-3 litry przegotowanej wody schłodzonej do temperatury pokojowej

szklanka cukru

łyżka kwaśnej prawdziwej śmietany wiejskiej

szklanka świeżego lub suszonego ziela glistnika

Sposób wykonania:

Do dużego czystego słoika wrzucić cukier i łyżkę śmietany

wlać wodę,  rozpuścić je mieszając,

rozdrobnione ziele glistnika umieścić w woreczku z  uprzednio wygotowanej gazy.

Do zawiniątka włożyć obciążenie by po włożeniu do słoika opadło na dno.

Słoik przykryć gazą złożoną w 2-3 warstwy

Nałożyć gumkę i odstawić w ciepłe ciemne miejsce na 2-3 tygodnie.

W międzyczasie zaglądać do słoika, zbierać tworzący się jasny kożuszek.

Do obciążenia nie nadają się metalowe przedmioty. Może to być kamień, szkło, porcelana. Bołotow poleca czarny krzemień jako dodatkowe źródło kwasu krzemowego.

Po 3 tygodniach fermentacja jest zakończona i kwas Bołotowa jest gotowy.  Dobrze sfermentowany napój ma jasnożółty kolor, owocowy zapach. Kwaśno owocowy przyjemny smak z lekką nutą goryczki,  jest odświeżający, lekko gazowany przypominający Fantę.



Korzyści z kuracji kwasem Bołotowa

Nie sposób wymienić wszystkich. Dzięki glistnikowi w sfermentowanym napoju pozostają najsilniejsze pałeczki kwasu mlekowego. Enzymy glistnika ułatwiają wydalanie soli i chlorków metali ciężkich. Glistnik jaskółcze ziele jest ziołem o  wyjątkowo skutecznym i silnym działaniu.

Kwas Bołotowa doskonale oczyszcza przewód pokarmowy, układ oddechowy, rozrodczy i drogi moczowe.

Pod wpływem kuracji następuje szybsza wymiana komórek, w miejsce starych powstają nowe-zdrowe.

Organizm się odmładza i regeneruje.

Poprawia się praca układu pokarmowego, ustępują zaparcia, odbudowuje flora bakteryjna.

Zmiany widać po znacznie lepszym stanie skóry i zwiększonej odporności.

Ustępuje katar, kaszel, przewlekłe stany zapalne zatok, oskrzeli.

Obserwuje się poprawę przy chorobach dróg moczowych, ginekologicznych, układu krążenia.

Powraca dobre samopoczucie.

Poza tym jaskółcze ziele ma działanie:

oczyszczające krew, krwiotwórcze, antybakteryjne, grzybobójcze, przeciwirusowe, przeciwpasożytnicze, moczopędne, przeczyszczające, przeciwnowotworowe, rozkurczowe, przeciwbólowe, kojące, poprawia czynność wątroby i narządów jamy brzusznej

 Przetwory z jaskółczego ziela stosuje się w formie wyciągów wodnych, alkoholowych, octów, maści i soku.

Jaskółcze ziele ma bardzo silne działanie, należy stosować je z umiarem. Ważna jest jakość i świeżość surowca oraz odpowiednia dawka terapeutyczna do stosowania czasowego.



Nie chcę podawać gotowych przepisów do stosowania tej roślinki ale kwas Bołotowa mnie zaintrygował, chociaż nazwa kojarzyła mi się z czymś innym:)  

Chcę zwrócić uwagę na to, że  nie wszystkie chwasty to tylko chwasty. Większość z nich kryje w sobie wielką moc. Uczę się o nich bo lubię świat roślin i kiedy wiem o ich właściwościach inaczej na nie patrzę. 

niedziela, 12 maja 2024

Każdy ma swojego Anioła...


 Nadszedł czas wycieczek szkolnych, pracuję w szkole więc i ja wybrałam się z „moimi” dzieciakami w piękne miejsce. Blisko, w naszej Krainie Wygasłych Wulkanów jest malownicza wieś Dobków a tam między innymi Galeria Pod Aniołem.

Bywam tam często, znam właścicielkę, artystkę, która stworzyła to miejsce. Każdy może tam przyjechać, zapoznać się z Aniołami i nie tylko, wziąć udział w warsztatach glinolepienia. Wszystko wyrabiane jest tam ręcznie, bez żadnych maszyn – tylko ludzka ręka. Glina wycisza, daje spokój – jak mówi pani Bogusia – pracując z nią można zajrzeć w głąb siebie.

Dzieci własnoręcznie pod okiem fachowca lepiły kubeczki, które potem zostaną wypalone w specjalnym piecu, w bardzo wysokiej temperaturze ponad 1000 stopni.

Bardzo mi się podobało podejście prowadzącej do dzieci. Powiedziała, że każdy ma swojego Anioła, niezależnie od tego czy chodzi do Kościoła, czy nie, czy jest wierzący, czy nie. Każdy ma Opiekuna, który szepce i podpowiada co robić. Czasem trudno go usłyszeć a praca z gliną właśnie pomaga.

I to, że trzeba wierzyć w siebie, nie poddawać się gdy coś nie wychodzi, tylko wytrwale próbować i małymi kroczkami iść do przodu. Anioły pomogą..

Powiedziała, że  Anioły ją uratowały, pokazały jej pasję, sposób na życie.. Ta wycieczka zainspirowała mnie by napisać coś więcej o tej miejscowości.

Warto wybrać się do Dobkowa, bo jest tu naprawdę mnóstwo atrakcji.

atrakcje-dobkowa

Ogólnie są tutaj trzy pracownie ceramiczne, oprócz Galerii Pod Aniołem jest jeszcze „Art El”, „Magic Art Galery”. Turysta może pójść i na własne oczy zobaczyć wyroby lokalnych rzemieślników i artystów : naczynia z gliny, piękną ceramikę, produkty bibułkarskie. Najlepsze jest to, że nie ma typowych godzin otwarcia, są czynne gdy ceramicy są w domu, a zazwyczaj są:)

Kolejna atrakcja to Sudecka Zagroda Edukacyjna utworzona w 2015 roku. Miejsce pozwala zwiedzającym na empiryczne zapoznanie się ze zjawiskami sejsmologicznymi, hydrologicznymi, klimatycznymi a także ze specyfiką regionu. Wszystko w bardzo atrakcyjnej formie. Można poczuć się jak to jest w czasie trzęsienia ziemi, wypłukać złoto, obejrzeć co dzieje się w wulkanie, czy gejzerze, sterować przepływem rzeki, czy zbudować tradycyjny sudecki dom.

Bardzo ciekawy jest 8 kilometrowy szlak kapliczek i krzyży przydrożnych.

Kościół Św. Idziego zbudowany przed 1399 rokiem i gruntownie przebudowany na styl barokowy w 1735 roku – warto zajrzeć do środka. W pobliżu na Wzgórze Kapliczne prowadzi piękna Aleja Lipowa. Lipy wspierają miejscowych pszczelarzy. Miodek z Dobkowa jest przepyszny.

Dobrze się tutaj czują rodziny z dziećmi, myślę, że każdy znajdzie coś ciekawego dla siebie.

Gdy już zmęczymy się wrażeniami to idziemy odpocząć, zjeść coś pysznego, napić się a nawet przenocować. Willa Greta – o tym mowa. Stare gospodarstwo przerobione na ośrodek agroturystyczny. Budynki gospodarcze to teraz hotelik, restauracja, dużo miejsca na odpoczynek wśród zieleni z atrakcjami dla dzieci. Mile widziane także zwierzęta.

https://www.villagreta.pl/

W starej stodole wykorzystano miejsce dla regionalnych artystów, którzy mogą wystawiać swoje prace, pokazać jak je wykonują. Ostatnio był artysta wykonujący przepiękne przedmioty z drewna. Mnie bardzo spodobał się ten anioł:)



Mam dużo dzieł z Galerii Pod Aniołem, za każdym razem coś kupuję. Są to nie tylko anioły ale także kubki, filiżanki, dzbanki, miski. Wszystkie naczynia można myć w zmywarce, używać do piekarnika. Ciekawe jest to, że nie ma dwóch identycznych rzeczy. Wszystko robione ręcznie, więc może się różnić nawet niewielkim szczegółem.










Tym razem kupiłam:




W mojej kuchni mam dodatki w kolorze nagietka:))



Planując wyjazdy wakacyjne może warto zajrzeć do Krainy Wygasłych Wulkanów, bo tutaj każda wioseczka kryje coś ciekawego:)

wtorek, 30 kwietnia 2024

Zioło na kwiecień - Przytulia czepna


 Przytulia czepna (Galium aparine)  można ją spotkać wszędzie: w lasach, zagajnikach, na podwórkach, polach, parkach i ogrodach. Drobne pędy od połowy do półtora metra są rozgałęzione, leżą lub wspinają się.  Czterokanciaste łodygi mają zgrubiałe, owłosione węzły. Jak nazwa wskazuje lubi się przyczepiać. Przy pomocy haczykowatych włosków czepia się siatek, płotów,  innych roślin i  wszystkiego co znajdzie się w zasięgu.  Nie sposób jej przeoczyć, bo przyczepi się do ubrań jak na nią wpadniemy.

W medycynie ludowej głównie stosowano ją jako środek moczopędny i tonik limfatyczny do rozpuszczania zatorów, oczyszczania chłonki i płynów ustrojowych, przy zatrzymaniu moczu, schorzeniach nerwowych. Przeciw niedokrwistości, obrzękom.

Wiosną przytulia robi „generalne porządki”. Oczyszcza, ogólnie wzmacnia, niesie powiew świeżości.  Napary i nastoje ze świeżego ziela  rozpuszczają i wymiatają z zakamarków toksyny, zmiękczają i usuwają stwardniałe złogi.  Rozpraszają zatory, zastoje, „poruszają” płyny komórkowe, odświeżają i tonizują kanały limfatyczne. Większość ziół przypisanych układowi limfatycznemu wysusza, co może podrażniać. Lecz przytulia działa delikatnie i odżywczo. Bez obaw można stosować dłuży czas, jest bezpieczna dla dzieci.

Chłodzi, nawilża, jest „uzdrawiaczem ran”, najlepszym ziołem łagodzącym podrażnienia i stany zapalne związane z patologicznym ciepłem. Udrażnia kanały przepływu limfy, usuwa torbielowate narośla, obrzęk tkanek, gruczołów. Przy powiększeniu węzłów chłonnych zawsze w pierwszej kolejności należy rozważyć zastosowanie przytulii.

W formie okładów leczy czyraki, wrzody, egzemę, łuszczycę. Ciepły napar stosowany do mycia wzmacnia zwiotczałą skórę twarzy, odmładza Na głębszym poziomie roślina leczy emocjonalne rany, ciągnące się żale z przeszłości. „Wypłukuje”  wszystko, co „przylgnęło”, i już nam nie służy.

Działa: moczopędne, detoksykująco, tonizująco, drenująco, przeciwzapalne, rozkurczowo, przeciwnowotworowo, przeciwzakrzepowo.

Zmniejsza ryzyko chorób zakrzepowo-zatorowych, niedokrwistości, przyspiesza przemianę materii, przywraca prawidłową retencję płynów.

Tonizuje, oczyszcza krew i limfę, zmniejsza obrzęki i stany zapalne węzłów chłonnych, migdałków, stosowana w poważnych chorobach układu limfatycznego,

Redukuje przekrwienie dróg oddechowych, migdałków, usuwa nadmiar śluzu z organizmu

Zmniejsza wzdęcia, obrzęki jamy brzusznej, wzmacnia wątrobę, trzustkę i śledzionę

Pomocniczo stosuje się w leczeniu żółtaczki, kamicy nerkowej, choroby wrzodowej, hemoroidów, prostaty, otyłości.

 


 Przytulię zbiera się gdy pędy są jasnozielone. Najlepsze jest świeże ziele, susz działa słabiej.

Ja zbieram teraz przytulię codziennie i robię herbatkę. Mam ją w zasięgu ręki. Częściowo też suszę by mieć na późniejsze miesiące. Do tej herbatki dodaję miętę i kurdybanek. Krótki spacer po ogrodzie i wracam ze wspaniałymi darami natury.



wtorek, 16 kwietnia 2024

Gdzie na spacer?


 Każdy z nas ma swoje ulubione ścieżki spacerowe. Mam i ja:) Jest to miejsce, do którego wiele ludzi przyjeżdża z daleka a ja wychodzę z domu i po 40 minutach jestem tam.

W drodze na Rosochę

To Rosocha -  wzniesienie o wysokości 464 m n.p.m położone na Pogórzu Kaczawskim, na terenie parku krajobrazowego „Chełmy”.  Ze wzgórza, przy dobrej widoczności, dostrzec można miejsca oddalone nawet o kilkadziesiąt kilometrów, rozpościera się tu panorama Równiny Chojnowskiej, sięgająca po zamek Grodziec. Urokliwy jest też krajobraz łagodnych, zalesionych stoków i nieckowatych dolin bezpośrednio wokół wzniesienia jak i rozległe widoki na stronę południową, na Góry Kaczawskie i Karkonosze ze Śnieżką.

Widok ze zbocza Rosochy na stronę południową


Pod koniec XIX w. na szczycie Rosochy stała gospoda i schronisko z tarasem widokowym, które uległy całkowitemu zniszczeniu w okresie po II wojnie światowej. Obecnie na tym miejscu stoi samoobsługowy schron turystyczny „Marianówka”. Jest to doskonałe miejsce na biwak, można rozpalić ognisko, wsłuchać się w szum drzew a być może dostrzeżemy i usłyszymy echa dawnych wydarzeń... A działo się tam, oj działo...

Marianówka na szczycie Rosochy


Rosocha była od dawna uznanym punktem widokowym: już przed 1890 r. na wierzchołku stała gospoda i murowane 2-piętrowe schronisko z salą restauracyjną i tarasem widokowym.


Tak wyglądało przedwojenne schronisko.


Pocztówki z Internetu

 W okresie międzywojennym, po przejęciu władzy przez nazistów, na spłaszczeniu pod szczytem, od strony wschodniej zbudowano niemiecką stację radiową, noszącą kryptonim "Rüdiger".

Jej przeznaczenie jest do dzisiaj niejasne i stanowi przedmiot sporu nie tylko historyków. Bez wątpienia, była ona ważnym ogniwem niemieckiego systemu łączności radiowej, a niewykluczone, że i radiolokacji. Prawdopodobnie Niemcy zajmowali tę placówkę jeszcze gdy w okolicach przebiegał front. Ze szczytu wzgórza mieli bowiem doskonały widok na toczące się w dole działania wojenne.

W połowie lutego 1945 roku, Rosjanie przypuścili z kierunku południowego szturm na to wzgórze. Poprzedzony on był precyzyjnym ostrzałem artyleryjskim, co potwierdzają ruiny stacji. Zrównane z ziemią zostały obiekty koszarowe, ale konstrukcja głównej budowli, kryjąca urządzenia radiowe i zespoły agregatów w zasadzie nie została naruszona. Po kilkudniowych, i szczególnie zaciętych walkach, radiostacja padła. Jednak część sił niemieckich, rozlokowanych na pobliskich wzgórzach utrzymywała nadal zdolność bojową.

Niemcy przygotowani byli do obrony z kierunku północnego. Zaskoczeniem dla nich był zapewne sowiecki atak na ich tyły - od południa. Niewyjaśnione pozostają do dziś powody, tak zacięcie prowadzonej przez Niemców obrony, tych raczej nie mających strategicznego znaczenia, terenów. Zadziwia też fakt, że znajdująca się nieopodal, najnowocześniejsza wówczas w III Rzeszy (uruchomiona w 1939 roku) kopalnia rudy miedzi nosząca nazwę "Lena", nie była broniona. Według relacji naocznych świadków - polskich robotników przymusowych, zatrudnionych w pobliskich wsiach - to poddających się tu Niemców, Rosjanie nie brali do niewoli - wszystkich esesmanów oraz żołnierzy Luftwaffe, którzy się poddali natychmiast rozstrzelali. Nie ocalał żaden świadek. Sowieci pośpiesznie rozmontowali całe wyposażenie obiektu i po przetransportowaniu do Jawora, dalej koleją, wysłali na wschód.

Do dzisiaj ziemia ta kryje wiele tajemnic, niezliczone szczątki obrońców i masę wojennego żelastwa. Proces rozminowania tych terenów trwał do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Świadczyć o tym mogą mapy sztabowe WP z tego okresu, na których zaznaczono tereny jeszcze zaminowane.

Przejeżdżając przez bramę, po obu stronach stały budynki koszarowe dla stacjonującej tu jednostki wojskowej. Po wojnie okoliczni mieszkańcy rozebrali ich pozostałości, wykorzystując je ponownie jako materiał budulcowy.

Budynek główny - to solidna konstrukcja żelbetowa, na wprost wejścia głównego rozciąga się największe pomieszczenie – hala główna w której na powierzchni około 100m2 mieściło się centrum dowodzenia. Świadczą o tym duże okna z których rozciąga się fantastyczny widok, oraz prostokątny otwór biegnący przez środek sali, w którym ułożone były kable do agregatów lub pomp w piwnicy. W pomieszczeniu tym mieściła się skomplikowana aparatura nadawczo-odbiorcza. Nieopodal budynku głównego znajduje się wiele pozostałości z dawnych czasów: zasypana studnia, spory kwadratowy basen, oraz kopiec, skrywający głęboki na kilkanaście metrów zbiornik. Dokładnie nie jest znane przeznaczenie owego silosu, jednak prawdopodobnie był to zbiornik do chłodzenia lamp stopni mocy. Wiadomo jednak że jest w jakiś sposób połączony z którymś z pozostałych budynków (prawdopodobnie z budynkiem głównym radiostacji), gdyż w środku czuć podmuch powietrza.

Przypuszcza się, że testowano lub używano tutaj najnowocześniejszych rozwiązań technicznych tamtych lat. Jedną z takich zaawansowanych technologii było pozahoryzontalne radio naprowadzanie przy wykorzystaniu niskich częstotliwości. Czy jeden z takich punktów znajdował się w pobliżu Rosochy? Tego na razie nie udało się ustalić. Wiadomo jednak, że za żelbetowymi ścianami budynku centrali znajdowało się 6 nadajników radiowych, o czym świadczą do dziś zachowane napisy zu Sender 6. Ponadto wiele wskazuje na to, że stacja nadawcza miała własne zasilanie. Nie ma bowiem, żadnego śladu doprowadzenia energii elektrycznej ani kablowej ani napowietrznej. Są za to wnęki po generatorach i sumatorach mocy oraz agregatach. Ich ilość sprawia, że nie ma wątpliwości, iż wytwarzano tu więcej mocy niż standardowo potrzebował tego typu obiekt. Do czego więc była wykorzystywana?

Kolejna z teorii mówi, że tak silna stacja nadawcza mogła służyć nawet do łączności z niemieckimi u-bootami. Tym bardziej, że północna przestrzeń była wolna od zakłóceń aż po horyzont. Dwa 30. metrowe maszty radiowe usytuowane były tak aby promieniować na kierunku południe - północ.

Następna teoria to przypisywanie stacji nadawczej Rüdiger roli jednej z niemieckich stacji bazowych a więc tych z których wysyłany sygnał był najsilniejszy. Co ciekawe sygnał radiowy z Rosochy miał naturalne wspomaganie. Wnętrze góry zawiera rozległe rudy żelaza i innych metali dzięki czemu to miejsce ma szczególne właściwości propagacyjne. Doskonale działają tu do dziś wszystkie krótkofalówki.

 


Sam budynek dziś już wątpliwie "udekorowany" przez graficiarzy, może w zasadzie robić dość niepozorne wrażenie. Ale wszystkich miłośników tajemnic II wojny światowej na pewno zainteresuje. Resztę urozmaicą wspaniałe i rozległe widoki.

Dla mnie ruiny radiostacji są dość przygnębiające, dlatego wolę zaciszne ławeczki obok Marianówki na szczycie Rosochy. Znam te zakątki bardzo dobrze, od dziecka.. Dopiero od niedawna spotyka się tam turystów. Wcześniej było to zapomniane, dzikie miejsce..

niedziela, 31 marca 2024

Zioło na marzec - bluszczyk kurdybanek

Dawno, dawno temu zielarze, kucharze i piwowarzy doceniali zalety tej niezniszczalnej rośliny o błyszczących liściach i pięknych fioletowych kwiatach. Bluszczyk kurdybanek chociaż obecnie nie jest szeroko znany – jest jednym z najstarszych słowiańskich ziół. Jego pozostałości odkryto nawet podczas prac archeologicznych w Biskupinie.

Dzięki bluszczykowi król Jan III Sobieski poprowadził swoją armię do zwycięstwa pod Wiedniem. Przedwojenna specjalistka od ziół hrabina Anna Potocka z Działyńskich opisała w swojej książce historię z życia wziętą:

„Otóż w pewnym mieście tyfus dziesiątkował ludzi – wysłano wtedy oddział żołnierzy do pilnowania porządku. Rozłożyli oni obóz na przedmieściu – niestety zarazki zaczęły atakować, padło kilka koni, żołnierze zaczęli chorować – wtedy zauważono, że te konie, które skubią jakieś zielsko nie chorują. Tym zielskiem okazał się bluszczyk kurdybanek – dzięki któremu później król Jan III Sobieski poprowadził swoja armię do zwycięstwa pod Wiedniem. Legenda bowiem głosi, że kiedy szykował się na odsiecz wziął ziele ze sobą by rycerze mogli popijać herbatkę na wzmocnienie, jako ochronę przed rozlicznymi zarazami i do leczenia odniesionych ran.”

Kurdybanek posiada niezwykle właściwości wzmacniające cały organizm, zwiększa ilość leukocytów, wzmacnia serce, reguluje przemianę materii, oczyszcza i usuwa z organizmu toksyny. Można go stosować w przeziębieniach , kaszlu, dusznościach, astmie, chorobach wątroby i trzustki – dawniej Słowianie stosowali go niemal we wszystkich schorzeniach, a także jako przyprawę do wielu potraw np. zamiast pietruszki – co można odnaleźć w starych książkach kucharskich – do rosołów, zup, omletów, past serowych i mięs.

Bluszczyk kurdybanek [Glechoma hederacea] należy do tej samej rodziny co macierzanka, tymianek, majeranek.



Jest niewielką, niepozorną roślinką o szafirowych kwiatach. Kwitnie od maja do końca lata. Surowcem leczniczym jest cała roślina. Ziele zawiera olejki eteryczne, żywice, saponiny, kwasy triterpenowe, sole mineralne, witaminy, enzymy.

· Herbatki, nalewki, syropy z kurdybanku wzmacniają cały organizm i dodają sił

· Oczyszczają i wzmacniają czyszczą wątrobę i nerki

· Chronią przed przeziębieniami

· Kurdybanek poprawia pracę serca wycisza i tonizuje układ nerwowy

· Reguluje przemianę materii, oczyszcza z toksyn

· Działa przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie, przeciwwirusowo i przeciwgrzybiczo.

Zastosowanie lecznicze

· Infekcje, przeziębienia z kaszlem, katarem

· Astma

· Choroby wątroby, trzustki, problemy trawienne

· Słaba filtracja nerek

· Zewnętrznie stany zapalne skóry, trądzik, wrzody, wysypki

W kuchni bluszczyk kurdybanek jest znakomitą przyprawą

Zastąpi natkę pietruszki, bazylię i inne zioła. Dodajemy go do zup, rosołów, jajecznicy, twarożków, ziemniaków, sosów i sałatek dosypując garść świeżego zioła. Można zasuszyć, wsypać do szczelnego pojemnika i postawić na półce z przyprawami.

W Polsce rośnie pospolicie, często jako chwast na terenie całego kraju. Lubi miejsca wilgotne, zacienione. 



niedziela, 3 marca 2024

Znane... Nieznane..

Dziś kilka słów o miejscowości oddalonej nieco ponad 8 km od mojej rodzinnej wioski. Miejscowości w której do dziś mieszka moja rodzina. Tam spędzałam wakacje z moją kuzynką. 

To Krotoszyce, a głównie będzie o pałacu, który tam się znajduje. 
Za moich młodzieńczych czasów, to była zniszczona i zaniedbana budowla. Bardzo się cieszę, że teraz coraz więcej tych zrujnowanych, zapomnianych perełek architektonicznych zostaje odrestaurowanych i powstają piękne miejsca, którym przywracany jest dawny blask. W mojej okolicy każda miejscowość ma coś ciekawego i będę starała się pokazać to. 

 Krotoszyce przyciągają miłośników historii oraz rzesze turystów ze względu na ciekawe położenie geograficzne, oraz geologię całego Pogórza Kaczawskiego, które nazywane jest Krainą Wygasłych Wulkanów. Pałac w Krotoszycach to z pewnością perełka tej niedużej, urokliwej miejscowości. To XVII-wieczna posiadłość - z zabudowaniami folwarcznymi i zabytkowym, sześciohektarowym parkiem, malowniczo położona w dolinie Kaczawy. Atutem Pałacu Krotoszyce jest dogodne położenie - kilka kilometrów od Legnicy i autostrady A4, niedaleko drogi krajowej nr 3. W niecałą godzinę bezpiecznie i komfortowo można dotrzeć do Wrocławia. Z Krotoszyc blisko jest też do stolic naszych sąsiadów - czeskiej Pragi i Berlina. 

 Pałac usytuowany jest pośród malowniczego, neoromantycznego parku, który powstał w czasie modernizacji budynku przeprowadzonej w 1894 roku. Jego okazała powierzchnia o wielkości ponad 6 hektarów, to doskonałe miejsce do spacerów, odpoczynku czy aktywnego spędzania czasu pośród zieleni. W parku znajduje się staw z urozmaiconą linią brzegową, umocnioną kamieniami i obsadzoną lipami. Z pewnością największym ”skarbem” parku jest ponad 350-letni platan klonolistny o obwodzie 700 cm, który został wpisany na listę pomników przyrody. 


Drzewo przyciąga wzrok okazałymi rozmiarami, ale także typową dla tego gatunku, charakterystyczną korą, łuszczącą się w postaci tarczek. W roku 2020 utworzono dodatkowe ścieżki spacerowe, które przebiegają przez niemalże całą powierzchnię parku, pośród przeróżnych gatunków drzew, m.in. klonów, kasztanowców, brzóz, dębów czy lip. Historia Pałacu w Krotoszycach jest dosyć rozbudowana, ale nie jednoznaczna. Na przestrzeni wieków, wielokrotnie zmieniali się jego właściciele. Wieś Krotoszyce, została założona w 1255 roku i ta data uznawana jest za początki istnienia posiadłości, na której terenie znajduje się Pałac. Początkowo jest właścicielem był Bolesław II obecny wówczas książę Śląska, zwany także Panem Krotoszyc. Kolejnymi właścicielami na mocy prawa zastawnego zostali obywatele pobliskiej Legnicy: Nitsche i Peter Ungerothen. Zajmowali oni posiadłość przez kolejne 34 lata, a w roku 1433 przeszła ona w ręce mnichów zakonu kartuzów. W II połowie XVI wieku obecnie panującym Panem Krotoszyc został Peter Heinrich, nazywany wówczas również panem folwarku legnickiego, a w późniejszym czasie także Nowej Wsi Legnickiej. Rok 1600 to ważna data dla tego miejsca, ponieważ w tym roku jak podają źródła, Hans Sebaldus Heinrich rozpoczął budowę Pałacu w Krotoszycach lub przebudował znacznie, dotychczas istniejącą rezydencję. Budynek miał pełnić funkcję obronną jako zameczek otoczony fosą. Postać ta ma dla historii Krotoszyc również duże znaczenie, z racji odnowienia w 1626 roku kościoła w Krotoszycach. 10 lat później, w II połowie XVII wieku pałac miał już kolejnego właściciela, Floriana Thilo von Thielau. Został on również ówczesnym panem Krotoszyc. Znacznie przebudował oraz powiększył Pałac, nadając mu barokowy charakter. Przez kolejne 170 lat majątkiem zarządzali kolejni członkowie rodziny von Thielau. Ciekawostką jest fakt, iż w roku 1787 pierwszą kobietą władającą Krotoszycami oraz pałacową posiadłością, została Louise Christiane von Thielau. Pochodziła ona prawdopodobnie z pobliskiej wsi Rzymówka. To nie jedyna wpływowa wówczas kobieta. W I połowie XIX wieku panią Krotoszyc została Henriette Engler. W latach 1881-1912 kolejny pan Krotoszyc, dokonał elektrycznej modernizacji pałacu oraz kolejnej przebudowy, o czym świadczy data znajdująca się nad portalem wejściowym, dobudowanej klatki schodowej w skrzydle zachodnim. Po II Wojnie Światowej w latach 1945 – 1949 posiadłość krotoszycka była administrowana przez wojska radzieckie, następnie przeszła ona w ręce Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Krotoszycach. Dopiero od roku 1990 posiadłość przeszła w ręce prywatne. Obecnie jest tu trzygwiazdkowy hotel „Pałac Krotoszyce” pełniący funkcję kompleksu konferencyjno-hotelowego wraz z restauracją i centrum SPA. W niecce basenowej umieszczone zostały masaże przyścienne i dysza do masowania karku. Na plaży basenowej można odpocząć na rattanowych leżankach. W ciepłe dni będzie otwarty ogródek piwny z widokiem na staw i zabytkowy park. Ławeczki przy stawie i w parku będą zachęcały do odpoczynku.












 Legenda o powstaniu herbu pałacu w Krotoszycach: 

„Pierścień i sroka” 

Pewnego dnia w zamku Liegnitz na Śląsku zniknął bardzo cenny pierścień księżnej, który trzymała w swoim pokoju. Oprócz księżnej dostęp do tego pokoju miał tylko jeden szlachcic. Był odpowiedzialny za służenie księżnej i od razu został podejrzany o kradzież pierścienia. Uparcie zaprzeczał i wskazywał, że jest ze starszego rodu i dlatego nie można się spodziewać po nim takich rzeczy. Wszystko to na nic się zdało, został wypędzony z zamku ze wstydem i hańbą. Po wielu latach książę zorganizował wielkie polowanie. Rycerz obserwował srokę, która siedziała w gnieździe na wysokim drzewie. Podszedł bliżej, spojrzał w górę i zobaczył coś migoczącego i błyszczącego. Wspiął się na wysokie drzewo i znalazł w gnieździe pierścień, który księżna rozpoznała jako swój i za którym tak bardzo tęskniła. Teraz stało się jasne, że były szlachcic został niesłusznie oskarżony o kradzież. Został on ponownie wezwany na dwór książęcy w Legnicy i przyjęty z łaską. Aby zrekompensować niesprawiedliwość, książę oddał mu swój zamek w Kroitsch (Krotoszycach) wraz z całą wioską. Powiedział mu: „ ponieważ ty i twój stary rycerski ojciec jesteście ostatnimi gałęziami szlacheckiego rodu, prowadźcie pień drzewa z dwoma gałęziami w herbie a złodziejka sroka z pierścieniem w dziobie niech siedzi na hełmie rycerza w koronie - to ma mi przypomnieć, że postąpiłem źle wobec ciebie”. 
 Von Thielau posiadali i używali ten herb od tamtych czasów.

Jeszcze kilka zdjęć z wnętrza restauracji:






Ceny są bardzo przystępne:))

poniedziałek, 19 lutego 2024

Zioło na luty – Pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica)

 Podobnie jak większość roślin, potocznie nazywanych chwastami, pokrzywa niegdyś była cenioną rośliną leczniczą (dziś też już wraca do łask) jak i rośliną magiczną. Najpierw kilka słów o tej magiczności. Zaliczana była do roślin apotropeicznych czyli odwracających zło. Utrica - „paląca” to dar palenia złych energii, ochrony przed złym spojrzeniem. Ta nietypowa właściwość miała odstraszać złe moce. Słowianie uważali pokrzywę jako środek ochronny przeciw urokom, czarom i dostaniu się czarownic na posesje. Pokrzywę wieszano na bramach, nad drzwiami i oknami, stosowano również do okadzania.

 

Jad zawarty we włoskach zawiera kwas mrówkowy, szczawiowy, winowy, histaminę, kwasy żywiczne i morodyinę wywołującą silne odczyny zapalne, czego efektem są ból i pęcherze.

Zwyczajowo pokrzywę zaliczano do ziół czyszczących krew, przestrajających organizm w kierunku równowagi, mającej zapewnić siły i odporność.  Wiosną i na przednówku z młodego ziela przyrządzano regenerujące, odżywcze zupy. Wywary i herbatki służyły oczyszczania  „zlej krwi”.

 


Leczniczo stosowano pokrzywę jako środek moczopędny, by hamować krwawienia, w kaszlu, dolegliwościach serca, problemach trawiennych, chorobach kobiecych, na gorączkę i infekcje. Jako środek oczyszczający, wykorzystywano ją także w leczeniu reumatyzmu, dny moczanowej, kamieni nerkowych i przewlekłych chorób skóry, zwłaszcza egzemy.

 W przypadku silnego bólu stawów  powszechna byłą praktyka chłostania świeżą pokrzywą. Zabiegi były bolesne, ale znacząco pomagały. Stare zielniki piszą, aby przy krwotokach z nosa, włożyć w nozdrza tamponik nasączony sokiem albo przyłożyć w miejsce oparzenia po pokrzywie. Dziwnym faktem jest że sok z pokrzywy stanowi antidotum na jej własne oparzenie, a jego zastosowanie działa natychmiast.


Pokrzywy są sprzymierzeńcem kobiet we wszystkich fazach życia, od pierwszej miesiączki do menopauzy. Jako środek tonizujący, moczopędny i odżywczy złagodzą PMS, nadmierne krwawienia, zmęczenie, nocne poty i obrzęki. Wskazane dla bladych, anemicznych osób z niedoborami żelaza.

 Ajurweda wykorzystuje pokrzywy jako zioło odżywcze oraz tonik dla krwi, kości i stawów, poprawiający pracę śledziony, odbudowujący, ujędrniający tkanki, wspomagający siłę, wytrzymałość i odporność. Medycyna chińska stosuje ją w leczeniu przekrwienia płuc, infekcjach dróg moczowych, obrzękach, egzemie, nocnych potach i obfitych, nieregularnych miesiączkach.

Pokrzywa nazywana jest „matką wszystkich roślin”, gdyż jako pierwsza pojawia się na terenach zdegradowanych, oczyszczając i przygotowując glebę na pojawienie się innych roślin. Pierwsze pokrzywy pojawiają się już wczesną wiosną, nic więc dziwnego, że roślina ta jest wykorzystywana do oczyszczania organizmu po długiej zimie. Dzięki dużej zawartości witamin i soli mineralnych, pokrzywa pomaga odbudować niedobory powstałe po zimowej diecie.

Pokrzywy lubią  miejsca wilgotne, bogate w azot, często wyrastają w pobliżu domostw. Wiosną, w maju najlepiej wykorzystać młode listki jako dodatek do dań wymagających zieleniny. To najłatwiejszy sposób  skorzystania z ich zalet. Pasują  do sałatek, zup, sosów, naleśników, placuszków

Pokrzywa dobrze się łączy z lucerną, trawą owsianą, koniczyną czerwoną, liściem maliny, skrzypem, przytulią. Pośród wielu zalet ma i wady – mocno wysusza. W przypadku uczucia suchości, słabym nawilżeniu, wysuszonej skórze, tkankach wewnętrznych, suchym kaszlu - lepszym wyborem będą fiołki, które są nawilżającą wersją pokrzywy. Jeżeli ktoś odczuwa suchość, a chce oczyścić, wzmocnić i odżywić organizm może popijać fiołkowo-pokrzywowe napary, w równych proporcjach obu ziół, albo pominąć pokrzywę.

Przed nami wiosenny czas, korzystajmy więc z dobrodziejstw pierwszych „chwastów”.