art by JB

Moja art strona - zapraszam - art by JB

środa, 26 czerwca 2024

Zioło na czerwiec - dziurawiec


 Dziurawiec – świętojańskie ziele na depresję, smutek, trawienie

Dziurawiec zwyczajny [Hypericum perforatum] to świętojańskie ziele, bo zbierano i suszono je na świętego Jana. Dziurawiec lubi słońce, światło. Rośnie w miejscach nasłonecznionych: łąkach, pastwiskach,  brzegach rzek i jezior. Wytwarza żółtozłote kwiaty i jest mocno aromatyczna. Latem zbieramy część naziemną ścinając na wysokości 15-20 cm. Zakwita tuż przed letnim przesileniem. Według tradycji najlepszy dzień na zbiory to 24 czerwca. Wtedy roślina kumuluje najwięcej światła i ma najwięcej mocy.

Kiedyś zasuszony wiecheć sprawiał, że radośniej spoglądano na świat. W wielu kulturach suche bukiety dziurawca wieszano nad obrazami bogów i świętych by oddalić złe moce. Z owej tradycji wywodzi się botaniczna nazwa Hypericum od greckiego [hyper] ponad i [icum] ikona, obraz.

Polska nazwa dziurawiec wzięła się od charakterystycznego wyglądu rośliny. Patrząc pod światło na listkach i kwiatkach możemy dostrzec prześwitujące punkciki.

W rzeczywistości widoczne”dziurki”są malutkimi zbiorniczkami olejków eterycznych, o delikatnym, balsamicznym zapachu. Ulatniając się wprawiają nas w dobry nastrój.

Niegdyś wierzono, że kilka płatków dziurawca noszone przy sobie ochroni przed złem. Dziś wiadomo, że chodziło o lęki i depresje. Bo dziurawiec jest lepszy niż prozac, co udowodniła to współczesna nauka.

Ziele dziurawca ma wpływ na układ nerwowy. Uspokaja umysł i naturalnie przywraca mózg na właściwe tory. Tradycyjnie kwiaty i ziele stosowano do usuwania nadmiaru wilgoci, śluzu, flegmy i łagodzenia zmęczenia z obolałych mięśni i problemów skórnych.

Dziurawiec jest znany ludzkości jako roślina lecznicza od tysięcy lat. Wszyscy legendarni zielarze i medycy od czasów antycznych cenili moc ziela.  Dioskurides, Hipokrates, Awicenna, Szymon Syreniusz, św. Hildegarda zachwycali się jego mocą. Paracelsus w swoim zielniku opisywał:

  „Własności leczniczych ziela nie da się wprost opisać. Nie ma lekarstwa, które by z takim powodzeniem można stosować w różnego rodzaju przypadłościach jak dziurawiec.”

Ks Kneipp polecał na wątrobę:

„ To ziele wywiera wielki wpływ na wątrobę, a herbata jest znakomitem dla niej lekarstwem. Skutki lecznicze można widzieć w moczu, w którym całe kosmyki pływają materyj chorobotwórczych. Bóle głowy pochodzące z wodnistych cieczy albo gniecenie w żołądku, małe zaflegmienie piersi i płuc leczy odwar dziurawca bardzo szybko.”

 


Chyba żadna inna roślina nie została tak dokładnie przebadana pod kątem przydatności w zwalczaniu stanów depresyjnych. Przeprowadzono dziesiątki badań klinicznych głównie w Niemczech i USA.  Analizy wykazały , że dziurawiec jest bardziej skuteczny niż antydepresanty i nie powoduje skutków ubocznych.

 


Dziurawiec był i jest uznawany za lek uniwersalny o wszechstronnym działaniu. We współczesnym lecznictwie znajduje szerokie zastosowanie ze względu na bogaty i różnorodny skład substancji chemicznych i wielokierunkowe działanie na organizm.

 


    Dziurawiec wzmacnia system nerwowy

    Poprawia nastrój, łagodzi stres, lęki, smutki, melancholię

    Skuteczny na jesienną, zimową chandrę

    Depresje wynikające z niedoboru światła słonecznego i obniżonej produkcji serotoniny

    Zbawiennie działa na błony śluzowe przewodu pokarmowego

    Pomaga w stanach zapalnych i skurczowych dróg żółciowych, kamicy żółciowej i nerkowej

    Pobudza pracę żołądka, wzmacnia wątrobę i trzustkę

    Leczy stany zapalne i zaburzenia czynności przewodu pokarmowego

    Ma właściwości przeciwzapalne, przeciwwirusowe, przeciwbólowe, tonizujące

    Hamuje wzrost gronkowca złocistego

    Korzystnie wpływa na macicę i zaburzenia miesiączkowania

    Zewnętrznie  łagodzi stany zapalne skóry

 

 


Na trawienie działa każda forma przetworzonego zioła. Przy stanach depresyjnych skuteczniejsze są wyciągi alkoholowe. Związki wzmacniające układ nerwowy słabo rozpuszczają się w wodzie.

 

Dziurawiec i słońce:

Uczulająca na światło hiperycyna nie rozpuszcza się w wodzie. Po wypiciu wyciągu wodnego możemy bez obaw korzystać ze słońca w granicach rozsądku. Alkoholowe wyciągi stosuje się od września do kwietnia bądź ogranicza ekspozycję na słońce, bo może skończyć się przebarwieniami skóry.

 


Dziurawiec kwitnie od połowy czerwca do września.  Ziele zbieramy, gdy część roślin w pełni kwitnie a reszta jest w pąkach kwiatowych. 24 czerwca świętego Jana to najdłuższy dzień w roku – czas światła. Dziurawiec jest symbolem, nośnikiem światła, które może pokonać największe ciemności depresji.

Znajomi zielarze mówili mi, że zawsze na swoich ścieżkach znajdujemy zioła, które akurat są nam potrzebne. W zeszłym roku musiałam się sporo naszukać dziurawca a w tym widzę go na każdym kroku:)) Nawet w moim ogrodzie:)) Czyżbym go potrzebowała? Profilaktycznie nazbierałam dość sporo – pięknie się suszy. Nastawiłam też oliwę dziurawcową i mam zamiar zrobić jeszcze tinkturę i ocet. O octach napiszę kiedyś więcej, można je robić prawie ze wszystkiego i mają niezwykłe właściwości zdrowotne.

czwartek, 30 maja 2024

Złote miasto..


 Tym razem zapraszam do mojego miasteczka, do Złotoryi. Śmiało mówię „mojego” mimo, że mieszkam niecałe 10 minut drogi stąd. Ale to w Złotoryi chodziłam do szkoły, tutaj są wszystkie potrzebne urzędy, przychodnie lekarskie, tu robię zakupy, spotykam się z przyjaciółmi, tu pracuję..

 Złotoryja to kilkunastotysięczne miasto położone malowniczo nad Kaczawą na pograniczu falistej równiny i pagórkowatego Pogórza Kaczawskiego, znaczonego stożkami  wygasłych wulkanów. Prawa miejskie nadał Złotoryi już w 1211 roku Henryk Brodaty. To najstarsza udokumentowana lokacja na ziemiach polskich, co pod względem prawnym, czyni Złotoryję najstarszym miastem Polski.

Z czego słynie Złotoryja? Oczywiście ze złota:) Kruszec ten występuje na tych ziemiach zarówno w postaci rudy, jak i samorodków niesionych przez rzekę Kaczawę. Drobne okruszki można odnaleźć pod dziś dzień, osoba płukająca złoto nie budzi tu sensacji. Pozostałością po wydobyciu w postaci rudy jest dzisiejsza Kopalnia Złota- Aurelia – udostępniona do zwiedzania około 100-metrowa sztolnia z XVII wieku. Nieopodal Rynku znajduje się także Muzeum Złota, zlokalizowane w klimatycznej, wolnostojącej kamienicy z połowy XVIII wieku. Zgromadzono tu wiele eksponatów związanych z wydobywaniem kruszcu oraz bogatą kolekcję minerałów z okolicznych rzek, gór i pagórków. Człowiek przebywał na tych terenach już w neolicie, są turównież ślady osadnictwa wczesnośredniowiecznego. Rozkwit miasta przypada na XII i XIII wiek, kiedy w okolicach Złotoryi najbardziej rozwinęło się wydobycie złota. W mieście, nazywanym niegdyś Aurum, wydobywano w tamtych czasach od 24 do 48 kg złotego kruszcu rocznie. Złotoryja stała się wtedy "polską stolicą złota". I choć opłacalność wydobycia szybko się skończyła, to kruszcu poszukiwano jeszcze w XVII-XVIII wieku, a współcześnie górnicze tradycje miasta kultywuje Polskie Bractwo Kopaczy Złota. Dlatego właśnie każdego roku, w ostatni tydzień maja, w Złotoryi organizowane są  Międzynarodowe Mistrzostwa Polski w Płukaniu Złota. Kilka razy Złotoryja była gospodarzem Mistrzostw Świata w Płukaniu Złota.  W tym czasie do miasta zjeżdżają się tysiące zawodników i fanów z różnych części naszego globu.

Kopalnia złota Aurelia

Muzeum Złota

Kolejne atrakcje miasta to liczne obiekty historyczne min.: wydłużony Rynek, rozdzielony blokiem ratuszowym na dwie części, Fontanna Delfina z 1604 r. na Rynku Górnym, neorenesansowy ratusz z lat 1843–52, zabytkowe kamienice w Rynku, tzw. Dom Burmistrza przy ul. Konopnickiej z 1735 r., z ozdobnym barokowym portalem, wspomniane Muzeum Złota, Baszta Kowalska – jedyna ocalała ze średniowiecznych obwarowań miasta, o wysokości 22,5 m, fragmenty murów miejskich. W północno-zachodnim zboczu Góry Mikołaja udostępniona do zwiedzania jest wspomniana wyżej Kopalnia Złota „Aurelia”. Posiada ona jeden główny korytarz z krótkimi korytarzykami bocznymi, o całkowitej długości około 100 m. W rzeczywistości nie miała nic wspólnego z wydobyciem złota, tylko z poszukiwaniami kruszców. Najstarsze części pochodzą z XVII w., boczne chodniki były kute w XX w.

W Złotoryi znajduje się także  kilka zabytkowych obiektów sakralnych. Najcenniejszym jest kościół Narodzenia Najświętszej Marii Panny, opodal Rynku. Jest dużą trójnawową budowlą, z dwiema wieżami w przeciwległych częściach budowli, o długości blisko 50 m i wysokości nawy głównej 14,6 m. Budowę kościoła rozpoczęto w 1. połowie XIII w. i z tego okresu pochodzą prezbiterium i nawa poprzeczna, wzniesione w stylu romańskim. Od 2. połowy XIII w. aż do XVIII w. opiekę nad kościołem sprawował zakon joannitów.

Drugim obiektem sakralnym w obrębie średniowiecznego centrum jest barokowy kościół św. Jadwigi, z zabudowaniami dawnego klasztoru franciszkanów. Przed kościołem stoi figura św. Jana Nepomucena z 1732 r. oraz gotycka, bogato dekorowana kapliczka słupowa. Na Górze Mikołaja, na północ od starego miasta, stoi kościół św. Mikołaja, w obecnej postaci pochodzący z XIV w.

Miasto jest dobrą bazą wypadową w Góry i Pogórze Kaczawskie, są tu trasy rowerowe (Złoty Szlak Rowerowy) czy nordic walking (w sierpniu organizowane są tu Międzynarodowe Mistrzostwa Polski Nordic Walking).

Park linowy nad zalewem

Zalew na rzece Kaczawie



Baszta Kowalska

Moja szkoła :) Liceum Ogólnokształcące


Będąc w okolicy warto zajechać do Złotoryi.



czwartek, 23 maja 2024

Zioło na maj - glistnik jaskółcze ziele

 


Glistnik [Chelidonium majus] jaskółcze ziele nazwane zostało przez średniowiecznych alchemików darem niebios coeli donum.

Jaskółcze ziele można spotkać wszędzie.  Porasta łąki, brzegi stawów, jezior, parki, polany leśne, wysypiska. Jest niewielką roślinką dorastającą do 60 cm o wysokiej łodydze i żółtych kwiatuszkach. Listki karbowane, podzielone na odcinki podobne do dębowych. Jest łatwe do rozpoznania – łodyga wydziela charakterystyczny jaskrawożółty sok, który skutecznie usuwa kurzajki, brodawki.

Od wieków ludzkość wiedziała jaką moc kryje w sobie drobniutka roślinka o wyjątkowo skutecznym, wszechstronnym działaniu. Pierwsze wzmianki o właściwościach glistnika opisane są na Papirusie Eberes sprzed 3500 lat.

W dawnej Polsce roślina cieszyła się dużym poważaniem o czym świadczy nazewnictwo w starych księgach zielarskich: łaska pana Boga, złoty korzeń, Boży dar, krwawe ziele, oczne ziele. Ludowa nazwa jaskółcze ziele nawiązuje do jaskółek – roślina kwitnie od ich przylotu do odlotu.

Wraz z rozwojem przemysłu farmaceutycznego zaczęto glistnik potępiać, uważać za trujący chwast by odwieść społeczeństwo od stosowania skutecznych ziół.



Ja dopiero od pewnego czasu poznaję dobroczynne działanie tej roślinki.

Jaskółcze ziele jest szeroko stosowane w ukraińskiej medycynie ludowej - usuwa z organizmu nagromadzone złogi, toksyny, stare komórki robiąc miejsce dla nowych.

Wielkim zwolennikiem ziela jest znany akademik Borys Bołotow: fizyk, chemik, biolog i wynalazca. Niemal całe  życie poświęcił na badania naukowe. Ma na koncie ponad 150 wynalazków i kilkanaście książek. Jest znakomitym obserwatorem rozumiejącym prawa, którymi rządzi się natura. Bołotow twierdzi, że każdy człowiek może wyleczyć się z najcięższych chorób.  Jego teoria sprawdzona w praktyce opiera się na odbudowie płynnych środowisk organizmu, jako ośrodka łączności pomiędzy mózgiem a resztą ciała. Pomagają w tym proste środki, które usuwają nagromadzone złogi i toksyny, odbudowują florę bakteryjną, usuwają stare komórki robiąc miejsce dla nowych.

Jednym z prostych skutecznych środków jest sfermentowany napój na bazie glistnika. Na stronach rosyjskojęzycznych można znaleźć świadectwa od osób, którym prosta mikstura pomogła pozbyć się ciężkich chorób.

Kwas Bołotowa z glistnikiem przepis:

2,5-3 litry przegotowanej wody schłodzonej do temperatury pokojowej

szklanka cukru

łyżka kwaśnej prawdziwej śmietany wiejskiej

szklanka świeżego lub suszonego ziela glistnika

Sposób wykonania:

Do dużego czystego słoika wrzucić cukier i łyżkę śmietany

wlać wodę,  rozpuścić je mieszając,

rozdrobnione ziele glistnika umieścić w woreczku z  uprzednio wygotowanej gazy.

Do zawiniątka włożyć obciążenie by po włożeniu do słoika opadło na dno.

Słoik przykryć gazą złożoną w 2-3 warstwy

Nałożyć gumkę i odstawić w ciepłe ciemne miejsce na 2-3 tygodnie.

W międzyczasie zaglądać do słoika, zbierać tworzący się jasny kożuszek.

Do obciążenia nie nadają się metalowe przedmioty. Może to być kamień, szkło, porcelana. Bołotow poleca czarny krzemień jako dodatkowe źródło kwasu krzemowego.

Po 3 tygodniach fermentacja jest zakończona i kwas Bołotowa jest gotowy.  Dobrze sfermentowany napój ma jasnożółty kolor, owocowy zapach. Kwaśno owocowy przyjemny smak z lekką nutą goryczki,  jest odświeżający, lekko gazowany przypominający Fantę.



Korzyści z kuracji kwasem Bołotowa

Nie sposób wymienić wszystkich. Dzięki glistnikowi w sfermentowanym napoju pozostają najsilniejsze pałeczki kwasu mlekowego. Enzymy glistnika ułatwiają wydalanie soli i chlorków metali ciężkich. Glistnik jaskółcze ziele jest ziołem o  wyjątkowo skutecznym i silnym działaniu.

Kwas Bołotowa doskonale oczyszcza przewód pokarmowy, układ oddechowy, rozrodczy i drogi moczowe.

Pod wpływem kuracji następuje szybsza wymiana komórek, w miejsce starych powstają nowe-zdrowe.

Organizm się odmładza i regeneruje.

Poprawia się praca układu pokarmowego, ustępują zaparcia, odbudowuje flora bakteryjna.

Zmiany widać po znacznie lepszym stanie skóry i zwiększonej odporności.

Ustępuje katar, kaszel, przewlekłe stany zapalne zatok, oskrzeli.

Obserwuje się poprawę przy chorobach dróg moczowych, ginekologicznych, układu krążenia.

Powraca dobre samopoczucie.

Poza tym jaskółcze ziele ma działanie:

oczyszczające krew, krwiotwórcze, antybakteryjne, grzybobójcze, przeciwirusowe, przeciwpasożytnicze, moczopędne, przeczyszczające, przeciwnowotworowe, rozkurczowe, przeciwbólowe, kojące, poprawia czynność wątroby i narządów jamy brzusznej

 Przetwory z jaskółczego ziela stosuje się w formie wyciągów wodnych, alkoholowych, octów, maści i soku.

Jaskółcze ziele ma bardzo silne działanie, należy stosować je z umiarem. Ważna jest jakość i świeżość surowca oraz odpowiednia dawka terapeutyczna do stosowania czasowego.



Nie chcę podawać gotowych przepisów do stosowania tej roślinki ale kwas Bołotowa mnie zaintrygował, chociaż nazwa kojarzyła mi się z czymś innym:)  

Chcę zwrócić uwagę na to, że  nie wszystkie chwasty to tylko chwasty. Większość z nich kryje w sobie wielką moc. Uczę się o nich bo lubię świat roślin i kiedy wiem o ich właściwościach inaczej na nie patrzę. 

niedziela, 12 maja 2024

Każdy ma swojego Anioła...


 Nadszedł czas wycieczek szkolnych, pracuję w szkole więc i ja wybrałam się z „moimi” dzieciakami w piękne miejsce. Blisko, w naszej Krainie Wygasłych Wulkanów jest malownicza wieś Dobków a tam między innymi Galeria Pod Aniołem.

Bywam tam często, znam właścicielkę, artystkę, która stworzyła to miejsce. Każdy może tam przyjechać, zapoznać się z Aniołami i nie tylko, wziąć udział w warsztatach glinolepienia. Wszystko wyrabiane jest tam ręcznie, bez żadnych maszyn – tylko ludzka ręka. Glina wycisza, daje spokój – jak mówi pani Bogusia – pracując z nią można zajrzeć w głąb siebie.

Dzieci własnoręcznie pod okiem fachowca lepiły kubeczki, które potem zostaną wypalone w specjalnym piecu, w bardzo wysokiej temperaturze ponad 1000 stopni.

Bardzo mi się podobało podejście prowadzącej do dzieci. Powiedziała, że każdy ma swojego Anioła, niezależnie od tego czy chodzi do Kościoła, czy nie, czy jest wierzący, czy nie. Każdy ma Opiekuna, który szepce i podpowiada co robić. Czasem trudno go usłyszeć a praca z gliną właśnie pomaga.

I to, że trzeba wierzyć w siebie, nie poddawać się gdy coś nie wychodzi, tylko wytrwale próbować i małymi kroczkami iść do przodu. Anioły pomogą..

Powiedziała, że  Anioły ją uratowały, pokazały jej pasję, sposób na życie.. Ta wycieczka zainspirowała mnie by napisać coś więcej o tej miejscowości.

Warto wybrać się do Dobkowa, bo jest tu naprawdę mnóstwo atrakcji.

atrakcje-dobkowa

Ogólnie są tutaj trzy pracownie ceramiczne, oprócz Galerii Pod Aniołem jest jeszcze „Art El”, „Magic Art Galery”. Turysta może pójść i na własne oczy zobaczyć wyroby lokalnych rzemieślników i artystów : naczynia z gliny, piękną ceramikę, produkty bibułkarskie. Najlepsze jest to, że nie ma typowych godzin otwarcia, są czynne gdy ceramicy są w domu, a zazwyczaj są:)

Kolejna atrakcja to Sudecka Zagroda Edukacyjna utworzona w 2015 roku. Miejsce pozwala zwiedzającym na empiryczne zapoznanie się ze zjawiskami sejsmologicznymi, hydrologicznymi, klimatycznymi a także ze specyfiką regionu. Wszystko w bardzo atrakcyjnej formie. Można poczuć się jak to jest w czasie trzęsienia ziemi, wypłukać złoto, obejrzeć co dzieje się w wulkanie, czy gejzerze, sterować przepływem rzeki, czy zbudować tradycyjny sudecki dom.

Bardzo ciekawy jest 8 kilometrowy szlak kapliczek i krzyży przydrożnych.

Kościół Św. Idziego zbudowany przed 1399 rokiem i gruntownie przebudowany na styl barokowy w 1735 roku – warto zajrzeć do środka. W pobliżu na Wzgórze Kapliczne prowadzi piękna Aleja Lipowa. Lipy wspierają miejscowych pszczelarzy. Miodek z Dobkowa jest przepyszny.

Dobrze się tutaj czują rodziny z dziećmi, myślę, że każdy znajdzie coś ciekawego dla siebie.

Gdy już zmęczymy się wrażeniami to idziemy odpocząć, zjeść coś pysznego, napić się a nawet przenocować. Willa Greta – o tym mowa. Stare gospodarstwo przerobione na ośrodek agroturystyczny. Budynki gospodarcze to teraz hotelik, restauracja, dużo miejsca na odpoczynek wśród zieleni z atrakcjami dla dzieci. Mile widziane także zwierzęta.

https://www.villagreta.pl/

W starej stodole wykorzystano miejsce dla regionalnych artystów, którzy mogą wystawiać swoje prace, pokazać jak je wykonują. Ostatnio był artysta wykonujący przepiękne przedmioty z drewna. Mnie bardzo spodobał się ten anioł:)



Mam dużo dzieł z Galerii Pod Aniołem, za każdym razem coś kupuję. Są to nie tylko anioły ale także kubki, filiżanki, dzbanki, miski. Wszystkie naczynia można myć w zmywarce, używać do piekarnika. Ciekawe jest to, że nie ma dwóch identycznych rzeczy. Wszystko robione ręcznie, więc może się różnić nawet niewielkim szczegółem.










Tym razem kupiłam:




W mojej kuchni mam dodatki w kolorze nagietka:))



Planując wyjazdy wakacyjne może warto zajrzeć do Krainy Wygasłych Wulkanów, bo tutaj każda wioseczka kryje coś ciekawego:)

wtorek, 30 kwietnia 2024

Zioło na kwiecień - Przytulia czepna


 Przytulia czepna (Galium aparine)  można ją spotkać wszędzie: w lasach, zagajnikach, na podwórkach, polach, parkach i ogrodach. Drobne pędy od połowy do półtora metra są rozgałęzione, leżą lub wspinają się.  Czterokanciaste łodygi mają zgrubiałe, owłosione węzły. Jak nazwa wskazuje lubi się przyczepiać. Przy pomocy haczykowatych włosków czepia się siatek, płotów,  innych roślin i  wszystkiego co znajdzie się w zasięgu.  Nie sposób jej przeoczyć, bo przyczepi się do ubrań jak na nią wpadniemy.

W medycynie ludowej głównie stosowano ją jako środek moczopędny i tonik limfatyczny do rozpuszczania zatorów, oczyszczania chłonki i płynów ustrojowych, przy zatrzymaniu moczu, schorzeniach nerwowych. Przeciw niedokrwistości, obrzękom.

Wiosną przytulia robi „generalne porządki”. Oczyszcza, ogólnie wzmacnia, niesie powiew świeżości.  Napary i nastoje ze świeżego ziela  rozpuszczają i wymiatają z zakamarków toksyny, zmiękczają i usuwają stwardniałe złogi.  Rozpraszają zatory, zastoje, „poruszają” płyny komórkowe, odświeżają i tonizują kanały limfatyczne. Większość ziół przypisanych układowi limfatycznemu wysusza, co może podrażniać. Lecz przytulia działa delikatnie i odżywczo. Bez obaw można stosować dłuży czas, jest bezpieczna dla dzieci.

Chłodzi, nawilża, jest „uzdrawiaczem ran”, najlepszym ziołem łagodzącym podrażnienia i stany zapalne związane z patologicznym ciepłem. Udrażnia kanały przepływu limfy, usuwa torbielowate narośla, obrzęk tkanek, gruczołów. Przy powiększeniu węzłów chłonnych zawsze w pierwszej kolejności należy rozważyć zastosowanie przytulii.

W formie okładów leczy czyraki, wrzody, egzemę, łuszczycę. Ciepły napar stosowany do mycia wzmacnia zwiotczałą skórę twarzy, odmładza Na głębszym poziomie roślina leczy emocjonalne rany, ciągnące się żale z przeszłości. „Wypłukuje”  wszystko, co „przylgnęło”, i już nam nie służy.

Działa: moczopędne, detoksykująco, tonizująco, drenująco, przeciwzapalne, rozkurczowo, przeciwnowotworowo, przeciwzakrzepowo.

Zmniejsza ryzyko chorób zakrzepowo-zatorowych, niedokrwistości, przyspiesza przemianę materii, przywraca prawidłową retencję płynów.

Tonizuje, oczyszcza krew i limfę, zmniejsza obrzęki i stany zapalne węzłów chłonnych, migdałków, stosowana w poważnych chorobach układu limfatycznego,

Redukuje przekrwienie dróg oddechowych, migdałków, usuwa nadmiar śluzu z organizmu

Zmniejsza wzdęcia, obrzęki jamy brzusznej, wzmacnia wątrobę, trzustkę i śledzionę

Pomocniczo stosuje się w leczeniu żółtaczki, kamicy nerkowej, choroby wrzodowej, hemoroidów, prostaty, otyłości.

 


 Przytulię zbiera się gdy pędy są jasnozielone. Najlepsze jest świeże ziele, susz działa słabiej.

Ja zbieram teraz przytulię codziennie i robię herbatkę. Mam ją w zasięgu ręki. Częściowo też suszę by mieć na późniejsze miesiące. Do tej herbatki dodaję miętę i kurdybanek. Krótki spacer po ogrodzie i wracam ze wspaniałymi darami natury.



wtorek, 16 kwietnia 2024

Gdzie na spacer?


 Każdy z nas ma swoje ulubione ścieżki spacerowe. Mam i ja:) Jest to miejsce, do którego wiele ludzi przyjeżdża z daleka a ja wychodzę z domu i po 40 minutach jestem tam.

W drodze na Rosochę

To Rosocha -  wzniesienie o wysokości 464 m n.p.m położone na Pogórzu Kaczawskim, na terenie parku krajobrazowego „Chełmy”.  Ze wzgórza, przy dobrej widoczności, dostrzec można miejsca oddalone nawet o kilkadziesiąt kilometrów, rozpościera się tu panorama Równiny Chojnowskiej, sięgająca po zamek Grodziec. Urokliwy jest też krajobraz łagodnych, zalesionych stoków i nieckowatych dolin bezpośrednio wokół wzniesienia jak i rozległe widoki na stronę południową, na Góry Kaczawskie i Karkonosze ze Śnieżką.

Widok ze zbocza Rosochy na stronę południową


Pod koniec XIX w. na szczycie Rosochy stała gospoda i schronisko z tarasem widokowym, które uległy całkowitemu zniszczeniu w okresie po II wojnie światowej. Obecnie na tym miejscu stoi samoobsługowy schron turystyczny „Marianówka”. Jest to doskonałe miejsce na biwak, można rozpalić ognisko, wsłuchać się w szum drzew a być może dostrzeżemy i usłyszymy echa dawnych wydarzeń... A działo się tam, oj działo...

Marianówka na szczycie Rosochy


Rosocha była od dawna uznanym punktem widokowym: już przed 1890 r. na wierzchołku stała gospoda i murowane 2-piętrowe schronisko z salą restauracyjną i tarasem widokowym.


Tak wyglądało przedwojenne schronisko.


Pocztówki z Internetu

 W okresie międzywojennym, po przejęciu władzy przez nazistów, na spłaszczeniu pod szczytem, od strony wschodniej zbudowano niemiecką stację radiową, noszącą kryptonim "Rüdiger".

Jej przeznaczenie jest do dzisiaj niejasne i stanowi przedmiot sporu nie tylko historyków. Bez wątpienia, była ona ważnym ogniwem niemieckiego systemu łączności radiowej, a niewykluczone, że i radiolokacji. Prawdopodobnie Niemcy zajmowali tę placówkę jeszcze gdy w okolicach przebiegał front. Ze szczytu wzgórza mieli bowiem doskonały widok na toczące się w dole działania wojenne.

W połowie lutego 1945 roku, Rosjanie przypuścili z kierunku południowego szturm na to wzgórze. Poprzedzony on był precyzyjnym ostrzałem artyleryjskim, co potwierdzają ruiny stacji. Zrównane z ziemią zostały obiekty koszarowe, ale konstrukcja głównej budowli, kryjąca urządzenia radiowe i zespoły agregatów w zasadzie nie została naruszona. Po kilkudniowych, i szczególnie zaciętych walkach, radiostacja padła. Jednak część sił niemieckich, rozlokowanych na pobliskich wzgórzach utrzymywała nadal zdolność bojową.

Niemcy przygotowani byli do obrony z kierunku północnego. Zaskoczeniem dla nich był zapewne sowiecki atak na ich tyły - od południa. Niewyjaśnione pozostają do dziś powody, tak zacięcie prowadzonej przez Niemców obrony, tych raczej nie mających strategicznego znaczenia, terenów. Zadziwia też fakt, że znajdująca się nieopodal, najnowocześniejsza wówczas w III Rzeszy (uruchomiona w 1939 roku) kopalnia rudy miedzi nosząca nazwę "Lena", nie była broniona. Według relacji naocznych świadków - polskich robotników przymusowych, zatrudnionych w pobliskich wsiach - to poddających się tu Niemców, Rosjanie nie brali do niewoli - wszystkich esesmanów oraz żołnierzy Luftwaffe, którzy się poddali natychmiast rozstrzelali. Nie ocalał żaden świadek. Sowieci pośpiesznie rozmontowali całe wyposażenie obiektu i po przetransportowaniu do Jawora, dalej koleją, wysłali na wschód.

Do dzisiaj ziemia ta kryje wiele tajemnic, niezliczone szczątki obrońców i masę wojennego żelastwa. Proces rozminowania tych terenów trwał do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Świadczyć o tym mogą mapy sztabowe WP z tego okresu, na których zaznaczono tereny jeszcze zaminowane.

Przejeżdżając przez bramę, po obu stronach stały budynki koszarowe dla stacjonującej tu jednostki wojskowej. Po wojnie okoliczni mieszkańcy rozebrali ich pozostałości, wykorzystując je ponownie jako materiał budulcowy.

Budynek główny - to solidna konstrukcja żelbetowa, na wprost wejścia głównego rozciąga się największe pomieszczenie – hala główna w której na powierzchni około 100m2 mieściło się centrum dowodzenia. Świadczą o tym duże okna z których rozciąga się fantastyczny widok, oraz prostokątny otwór biegnący przez środek sali, w którym ułożone były kable do agregatów lub pomp w piwnicy. W pomieszczeniu tym mieściła się skomplikowana aparatura nadawczo-odbiorcza. Nieopodal budynku głównego znajduje się wiele pozostałości z dawnych czasów: zasypana studnia, spory kwadratowy basen, oraz kopiec, skrywający głęboki na kilkanaście metrów zbiornik. Dokładnie nie jest znane przeznaczenie owego silosu, jednak prawdopodobnie był to zbiornik do chłodzenia lamp stopni mocy. Wiadomo jednak że jest w jakiś sposób połączony z którymś z pozostałych budynków (prawdopodobnie z budynkiem głównym radiostacji), gdyż w środku czuć podmuch powietrza.

Przypuszcza się, że testowano lub używano tutaj najnowocześniejszych rozwiązań technicznych tamtych lat. Jedną z takich zaawansowanych technologii było pozahoryzontalne radio naprowadzanie przy wykorzystaniu niskich częstotliwości. Czy jeden z takich punktów znajdował się w pobliżu Rosochy? Tego na razie nie udało się ustalić. Wiadomo jednak, że za żelbetowymi ścianami budynku centrali znajdowało się 6 nadajników radiowych, o czym świadczą do dziś zachowane napisy zu Sender 6. Ponadto wiele wskazuje na to, że stacja nadawcza miała własne zasilanie. Nie ma bowiem, żadnego śladu doprowadzenia energii elektrycznej ani kablowej ani napowietrznej. Są za to wnęki po generatorach i sumatorach mocy oraz agregatach. Ich ilość sprawia, że nie ma wątpliwości, iż wytwarzano tu więcej mocy niż standardowo potrzebował tego typu obiekt. Do czego więc była wykorzystywana?

Kolejna z teorii mówi, że tak silna stacja nadawcza mogła służyć nawet do łączności z niemieckimi u-bootami. Tym bardziej, że północna przestrzeń była wolna od zakłóceń aż po horyzont. Dwa 30. metrowe maszty radiowe usytuowane były tak aby promieniować na kierunku południe - północ.

Następna teoria to przypisywanie stacji nadawczej Rüdiger roli jednej z niemieckich stacji bazowych a więc tych z których wysyłany sygnał był najsilniejszy. Co ciekawe sygnał radiowy z Rosochy miał naturalne wspomaganie. Wnętrze góry zawiera rozległe rudy żelaza i innych metali dzięki czemu to miejsce ma szczególne właściwości propagacyjne. Doskonale działają tu do dziś wszystkie krótkofalówki.

 


Sam budynek dziś już wątpliwie "udekorowany" przez graficiarzy, może w zasadzie robić dość niepozorne wrażenie. Ale wszystkich miłośników tajemnic II wojny światowej na pewno zainteresuje. Resztę urozmaicą wspaniałe i rozległe widoki.

Dla mnie ruiny radiostacji są dość przygnębiające, dlatego wolę zaciszne ławeczki obok Marianówki na szczycie Rosochy. Znam te zakątki bardzo dobrze, od dziecka.. Dopiero od niedawna spotyka się tam turystów. Wcześniej było to zapomniane, dzikie miejsce..