art by JB

Moja art strona - zapraszam - art by JB

środa, 13 sierpnia 2025

Wakacyjne wyprawy...

Mozela

 Wróciliśmy z wakacji:) Oczywiście po powrocie czekały na nas tzw sprawy bieżące typu koszenie trawy, robienie przetworów bo akurat dojrzały śliwki, jabłka papierówki itd:)

Ale gdy tylko przymknę oczy, ciągle jeszcze jestem tam..  Odwiedziliśmy miejsca, które już znamy, poznaliśmy nowe, było dużo atrakcji i wrażeń.

Byliśmy w Niemczech, Holandii, Luksemburgu, Francji i Hiszpanii. Pierwszy etap - Niemcy to odwiedziny u rodziny:) W tamtym rejonie – Nadrenia Palatynat bywamy często i doskonale znamy atrakcje tego pięknego regionu. Bliskość z Luksemburgiem sprawiła, że i to niewielkie państwo mogliśmy poznać. Mnie najbardziej urzeka Trier i Mozela z pięknymi miasteczkami, winnicami, zamkami na wzgórzach. Mozela to największy dopływ Renu, płynący przez Francję przedzierający się w dolnym biegu przez pasma wzgórz łupkowych. Rzeka tworzy serię potężnych meandrów i przejazd jej doliną jest fascynujący. Na niezwykle stromych brzegach rozciągają się winnice. Z doliny Mozeli pochodzi wiele słynnych gatunków win z Rieslingiem na czele. Jest to raj dla turystów - smakoszy, także miejscowa kuchnia wiele zawdzięcza bliskiemu sąsiedztwu Francji. Po drodze można napotkać liczne pozostałości z czasów rzymskich i mniej u nas znane a niezwykle malownicze średniowieczne zamki.  Tym razem naszym celem nie było zwiedzanie, wspólnie z rodzinką wybraliśmy się do Maastricht w Holandii na koncert Andre Rieu – w ramach prezentu urodzinowego seniorki rodziny. 

"Nasz" hotel

Chociaż Maastricht to jedno z najstarszych holenderskich miast, niewiele ma wspólnego z typowym, niderlandzkim klimatem. Nie ma tu ani sieci kanałów, ani białych wiatraków, za to są ciekawe fortyfikacje, podziemne jaskinie i kościoły, które pełnią funkcję księgarni, sal wykładowych, a nawet hoteli.

To biblioteka w murach dawnego kościoła.










Oprócz starożytnych murów i brukowanych uliczek Maastricht jest centrum działalności kulturalnej. Miejski plac Vrijthof, znany z corocznych koncertów André Rieu, otoczony jest historycznymi budynkami, tętniącymi życiem kawiarniami i muzeami, takimi jak Museum aan het Vrijthof prezentujące lokalną sztukę i historię.








Kolejnego dnia po koncercie pożegnaliśmy się z rodzinką i już we dwójkę ruszyliśmy w stronę Francji. Jechaliśmy przez Belgię, Luksemburg i dalej do Francji. Nie spieszyliśmy się i większość odcinków trasy pokonywaliśmy lokalnymi drogami. Naszym pierwszym przystankiem było Dijon. Bardzo zaskoczyło mnie to miasto – w pozytywnym znaczeniu:) Nie spodziewałam się, że będzie takie duże a jednocześnie piękne. Najpierw odszukaliśmy naszą kwaterę i tu kolejne zaskoczenie:) Początkowo nie mogliśmy odnaleźć budynku, nawigacja mówiła, że jesteśmy na miejscu a tam nic, tylko mur.. Gdy już trafiliśmy, powitał nas bardzo miły właściciel, pokazał nam nasze mieszkanko, starał się wytłumaczyć jak dojść do centrum (to tylko 20 minut piechotą), opowiadał o atrakcjach, o sowim szlaku. My nie znamy francuskiego, pan po angielsku słabiutko ale trochę na migi, trochę po angielsku i jakoś się zrozumieliśmy:) A zakoczył mnie ogródek tego pana: środek miasta a on miał ziemniaki, fasolę, cukinie i jeszcze kota:)) Gdy będziecie kiedyś w Dijon to polecam tę miejscówkę, świetnie nadaje się na dłuższy pobyt. Wszystkie rezerwacje (oprócz Holandii) robiliśmy przez Booking.com z możliwością bezpłatnej rezygnacji.



Tymi krętymi schodami do góry..



Kto by się spodziewał, że za tymi drzwiami w murze kryje się piękny ogródek i nasz pensjonat:)


 

Dijon to jedno z tych miejsc na mapie Francji, które od razu urzeka swoją historyczną głębią i majestatycznym pięknem. Jest stolicą regionu Burgundii, a jego historia sięga czasów rzymskich. Jednak to średniowiecze nadało mu szczególny charakter – w tym okresie Dijon stało się siedzibą potężnych książąt Burgundii, którzy przez wieki rywalizowali z francuskimi monarchami o władzę i wpływy w Europie.

 



Dynastia burgundzka uczyniła z Dijon centrum polityczne, artystyczne i gospodarcze swojego księstwa. Miasto kwitło pod ich rządami – rozwijało się rzemiosło, handel, nauka, a także sztuka. Książęta byli znani z zamiłowania do architektury i mecenatu artystycznego. Dzięki nim Dijon stało się jednym z najważniejszych miast średniowiecznej Europy Zachodniej – rywalizowało z Paryżem, Awinionem czy Brukselą.

 

wizerunek wygłaskanej sowy:)

To właśnie w Dijon, w XIV i XV wieku, powstały jedne z najpiękniejszych pałaców i świątyń gotyckich.

Spacerując po Dijon, można odnieść wrażenie, że czas zatrzymał się gdzieś w epoce gotyku i renesansu. Zachowały się tu całe kwartały miasta z oryginalną zabudową średniowieczną, co czyni Dijon jednym z najlepiej zachowanych miast historycznych we Francji. Ulice wyłożone są brukiem, budynki mają bogato rzeźbione fasady, a na każdym kroku można natrafić na elementy przypominające o dawnej świetności.

 


Najbardziej charakterystycznym i zarazem architektonicznym sercem miasta jest Pałac Książąt Burgundii.  Monumentalny kompleks budynków – łączący styl gotycki, renesansowy i klasycystyczny – przez wieki był siedzibą książęcą, a dziś mieści się tu m.in. Muzeum Sztuk Pięknych, jeden z najstarszych i najbogatszych zbiorów we Francji. Warto wspiąć się na wieżę Filipa Dobrego, skąd rozpościera się zachwycający widok na dachy Dijon - my nie byliśmy..

 


Nieopodal pałacu znajduje się gotycki kościół Notre-Dame de Dijon, słynący z tajemniczej „sowy szczęścia”, której dotknięcie lewą ręką ma przynosić powodzenie. Fasada kościoła ozdobiona jest groteskowymi rzeźbami, a jego wnętrze kryje cenne ołtarze i witraże z różnych epok.



Nie da się mówić o Dijon bez wspomnienia jego najsłynniejszego produktu: musztardy dijon, która rozsławiła miasto na całym świecie. To właśnie tu, już w XIII wieku, rozpoczęto produkcję ostrej musztardy z dodatkiem białego wina, która z czasem stała się synonimem elegancji i wyrafinowania w kuchni francuskiej. W odróżnieniu od słodszych odmian znanych z Europy Środkowo-Wschodniej, musztarda z Dijon wyróżnia się wyrazistym, ostrym i lekko kwaskowatym smakiem, który świetnie komponuje się z mięsem, serami, warzywami i sosami.

Dijon to również brama do jednego z najsłynniejszych regionów winiarskich świata – Burgundii. Na południe od miasta rozciąga się Route des Grands Crus, malownicza trasa biegnąca przez winnice, które produkują jedne z najdroższych i najbardziej prestiżowych win.






Pożegnaliśmy Dijon i drogą wzdłuż winnic ruszyliśmy na południe w stronę słonecznej Prowansji:)

 

piątek, 18 lipca 2025

Na szlaku...


 Przełęcz Okraj znajduje się pomiędzy Kowarskim Grzbietem a Lasockim Grzbietem, na samym skraju Karkonoskiego Parku Narodowego, na  granicy z Czechami. Nieopodal schroniska znajduje się, nieczynne już, przejście graniczne na drodze łączącej Jelenią Górę z Trutnovem. Pierwsze budynki na Przełęczy Okraj zostały zbudowane przez drwali i hodowców bydła, i miały służyć jako schronienie w zimie i w lecie. Pierwsze, typowo turystyczne, schronisko powstało w XIX wieku. Schronisko PTTK Na Przełęczy Okraj znajduje się na wysokości 1046m. n.p.m. Tworzą go dwa budynki. Pierwszy murowany służy jako część restauracyjna oraz recepcja, natomiast drugi drewniany, który powstał w 1975 r. w ramach programu „Banku Miast” służy jako Bacówka i posiada 9 pokoi (36 miejsc noclegowych) oraz salę kominkową. Przełęcz jest punktem wyjścia dla wielu szlaków, m.in. na Śnieżkę. W pobliżu znajdują się stoki narciarskie, trasy biegowe oraz ciekawe miejsca widokowe.

Na tych ławeczkach spędziliśmy wiele wieczorów..

Tuż za byłym przejściem granicznym znajduje się rozległa, górska wioska Mala Upa. Do budynków ciekawych ze względu architektury możemy zaliczyć drewniany budynek szkoły z roku 1797 oraz późno barokowy kościół Św. Piotra i Pawła z początku 19. stulecia.  W miejscowości znajdują się  kolejki linowe oraz obiekty dogodne do wypoczynku zimą czy latem. Są także restauracje z bardzo dobrym jedzeniem.





Przełęcz Okraj to miejsce, które bardzo często odwiedzaliśmy za młodych lat:) Dobrze znamy schronisko, jego małe pokoiki i tę szczególną atmosferę, która tam panowała. Mam wiele pięknych wspomnień stamtąd.

Karkonosze są w zasięgu ręki, dlatego po powrocie z Wisełki wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę na Przełęcz Okraj – tam zawsze jest pięknie. Teraz jeszcze spokojnie, bo zimą pojawiają się narciarze..

Tym razem zrobiliśmy spacer żółtym szlakiem po czeskiej stronie (z Małej Upy) w stronę Śnieżki. Doszliśmy do schroniska Jelenka i czerwonym szlakiem (grzbietowym) wróciliśmy. Śnieżka nie była naszym celem. Chcieliśmy pobyć sami, na szlaku..












Tymczasem z nowości: w naszym domu zamieszkała koteczka:))) Piękna, zawładnęła naszymi sercami od samego początku. Czuje się tu świetnie, poznaje wszystkie zakamarki, daje się głaskać i pięknie mruczy:)))



Pozdrawiam Puszka:)


Jutro zaczynam kolejną wakacyjną przygodę:) 

poniedziałek, 14 lipca 2025

Miejsca sentymentalne..

 


Znowu byłam w Wisełce:) Tym razem nieco dłużej..

Wielu z nas ma swoje miejsca sentymentalne, do których lubi wracać, gdzie dobrze się czuje.  Ja też takie mam, to Wisełka, malutka miejscowość nad morzem, na wyspie Wolin, pomiędzy Międzywodziem a Międzyzdrojami. Wieś przecina główna droga ze Świnoujścia do Kołobrzegu. Ludzie przejeżdżający przez Wisełkę nie widzą tu nic ciekawego. Nie ma straganów przy drodze, smażalni ryb, niczego co zachęłcałoby turystę do zatrzymania się. Ja poznałam Wisełkę lata temu, gdy byłam na początku mojej edukacji w szkole podstawowej. Ze Złotoryi organizowane były wczasy pracownicze właśnie w Wisełce, a moja mama jako pracownik jednego z zakładów organizujących te wczasy przez wiele lat pracowała tam przez cały sezon. Zabierała nas – mnie i moje rodzeństwo na  dwa miesiące. Turnusy zmieniały się co dwa tygodnie a my byliśmy tam całe wakacje. Mama pracowała a dzieciaki z całą grupą miejscowych „robiły co chciały”:)) Meldowaliśmy się tylko na posiłki. Wisełka była malutka, bezpieczna. Sami chodziliśmy na plażę (ciągle to samo dojście piękną bukowo – sosnową ścieżką Wolińskim Parkiem Narodowym). Poznawaliśmy kolejne atrakcje Parku: latarnię morską Kikut, ścieżkę zdrowia ukrytą w lesie (aktualnie już jej nie ma), zagubione wśród drzew i pagórków nieznane groby.  Były skoki do jeziora, wyścigi wokół wioski. Do tej pory pamiętam smak tamtych gofrów z bitą śmietaną, suto posypanych jagodami (takiej śmietany już nie ma),  zapach książek z księgarni, której też już nie ma. Spaceruję ścieżkami, po których chodziła moja mama i tato gdy nas odwiedzał. Bywamy tam z bratem i naszymi rodzinami nawet kilka razy w roku zawsze w to samo miejsce. Znamy miejscowych ludzi, witamy się z nimi jak z rodziną i nigdy się nie nudzimy. Jest tam cicho i spokojnie. Sezon turystyczny trwa krótko, druga połowa lipca i sierpień. Wtedy otwiera się więcej barów – restauracji, jest trochę kramików z pamiątkami i wyrobami rękodzielniczymi. Jest gdzie wypić smaczną kawę plus coś słodkiego, zjeść dobry obiad. Są dwa sklepy spożywcze plus żabka i piekarnia z przepysznym pieczywem i jagodziankami (otwarta tylko w lipcu i w sierpniu). Jest pan z kramikiem warzywno – owocowym. Można pójść na lody, gofry, zagrać w gry typu cymbergaj, lub wypożyczyć rower. Co najważniejsze na plaży jest pusto, można iść brzegiem morza np. do Międzyzdrojów i cieszyć się naturą i szumem morza.. Jest tu bardzo dużo szlaków pieszych i rowerowych.







Jeszcze kilka faktów o miejscowości:  Najstarszą osadę odnaleziono nad Jeziorem Wisełka, pochodziła ona prawdopodobnie z IX-XII stulecia i wiązała się z plemieniem Wolinian. Pierwsza pisana wzmianka o osadzie pochodzi z 1560 roku.  W 1840 roku 14 rodzin ze wsi zajmowało się rybołówstwem. Od połowy XIX wieku we wsi znajdował się majątek rodziny Ruchholzów - dziś pozostała po nim tylko aleja kasztanowa. Rozwój turystyki w Wisełce nastąpił, tak jak w wielu nadmorskich miejscowościach, na przełomie XIX i XX wieku, za sprawą rozwijania się środków transportu. Z tamtego okresu zachowało się wyjątkowo dużo zabytkowych pensjonatów - część z nich to drewniane wille z piękną snycerką. W czasach PRL-u powstało kilka ośrodków wczasowych. Przed wojną wieś nazywała się Neuendorf, krótko po wojnie Nowa Wieś by ostatecznie zostać nazwaną Wisełka



Zdjęcia z Internetu

Najważniejsze atrakcje:

Plaża w Wisełce — lokalna plaża zdecydowanie należy do tych najbardziej urokliwych na całym wybrzeżu. Jest ona piękna, piaszczysta i położona pod klifami. Co jednak najlepsze, nie jest ona praktycznie wcale zatłoczona, nawet w szczycie sezonu!







Jezioro Wisełka — to świetna alternatywa dla tych z was, chcących wypocząć nad jeziorem. Pobliskie Jezioro Wisełka to doskonałe miejsce dla wędkarzy czy miłośników sportów wodnych. Na miejscu znajdziecie też niewielką plażę





Jezioro Zatorek – to drugie jezioro w Wisełce. Idealne głównie dla wędkarzy, jednak warto też udać się na spacer w jego okolicach!



Jezioro Czajcze – trzecie jezioro w okolicy. Z uwagi na to, że jezioro to znajduje się w obrębie Wolińskiego Parku Narodowego, obowiązuje tu zakaz wędkowania… jednak warto udać się tu na spacer celem podziwiania pięknych widoków!


Latarnia Kikut — skoro mówimy o miejscowości nadmorskiej, to bardzo łatwo domyślić się co tu znajdziemy — latarnię morską. Ta w Wisełce, nazwana Kikut, jest nieco odosobniona, lecz warto ją zobaczyć! Niestety nie jest ona udostępniona do zwiedzania wewnątrz niej! Latarnię  wybudowano na wzniesieniu Kikut, nieopodal Wisełki, na terenie Wolińskiego Parku Narodowego. Ze względu na swoje usytuowanie na wzgórzu o wysokości 75 m n.p.m., latarnia ta posiada najwyżej wyniesione światło na polskim wybrzeżu – znajduje się ono na wysokości 91,5 m nad powierzchnią wody. Latarnia jest w pełni zautomatyzowana, dzięki czemu nie wymaga stałej obecności ludzi. Administruje nią Urząd Morski w Szczecinie.


To właśnie taka "moja" Wisełka:)