art by JB

Moja art strona - zapraszam - art by JB

sobota, 23 sierpnia 2025

Wakacyjne wyprawy cd. Kraina lawendą pachnąca.

 


Prowansja to bardzo różnorodna kraina, z morzem, górami, polami lawendy i uroczymi miasteczkami. Nie można się tu nudzić. Ja za każdym razem odkrywam coś nowego. W ogóle Francja bardzo mi się podoba, wiele już tu zwiedziłam ale do Prowansji lubię wracać.

Tutejsze atrakcje to nie tylko bajeczne pola lawendy i romantyczne kamienne miasteczka oraz winnice. Największą zaletą tego regionu jest jego ogromna różnorodność. Prowansja ma dostęp do Morza Śródziemnego oraz Alp Nadmorskich, a pomiędzy nimi znajdują się niezwykle piękne przyrodniczo tereny. 

Teraz naszą bazą było małe miasteczko Cereste w regionie Luberton.



Luberon to według wielu najładniejszy region Prowansji, a zarazem jej serce. To tu znajduje się najwięcej uroczych miasteczek otoczonych winnicami, gajami oliwnymi i polami lawendy. W dodatku na stosunkowo niewielkim obszarze.

Czas tu płynie wolniej, a każda chwila jest wypełniona zapachem lawendy, smakiem wyśmienitego wina i widokiem malowniczych krajobrazów.




Nasza miejscówka:)





Pobyt w Cereste pozwala znaleźć się w samym sercu autentycznego prowansalskiego życia. Można spacerować urokliwymi uliczkami wioski (miasteczka?), odkrywać lokalne targi pełne świeżych produktów i wyrobów rzemieślniczych i delektować  się  kuchnią regionu. Od wykwintnych restauracji po urocze kawiarnie, Cereste oferuje kulinarną podróż, która zachwyca zmysły.

Valensole


Pola lawendy to oczywiście pierwsza atrakcja, z której słynie Prowansja. Kiedy słyszymy nazwę regionu, od razu mamy przed oczami lawendowe dywany, w których każdy chciałby się sfotografować.

Najpiękniejsze pola lawendy znajdują się w okolicach miasteczka Valensole i kwitną od połowy czerwca do połowy lipca. Później też można jeszcze oglądać lawendowe pola, ale ich kolor nie będzie już tak intensywny, jak na początku lipca.

Dzisiaj zabieram Was do francuskiej krainy marzeń, Valensole, znajdującej się wśród pól lawendy i drzew migdałowych. Tutaj fiolet i purpura nabierają całkiem innego, bajecznego wymiaru. Valensole to malutka miejscowość położona w malowniczej scenerii, otoczona z jednej strony Alpami. Najlepiej jest się tutaj wybrać w okresie kwitnięcia lawendy – od połowy czerwca do połowy sierpnia intrygujący zapach wypełnia całą mieścinę. Nigdy nie zapomnę tego wszechobecnego zapachu lawendy gdy byłam tu pierwszy raz. Miejsce zauroczyło mnie i pomimo, że zawsze szukamy nowych atrakcji to tu przyjeżdżamy zawsze gdy jesteśmy w Prowansji. Miasteczko położone na wzgórzu, z typową prowansalską zabudową, zachwyca spokojem, autentyczną atmosferą i pięknymi widokami na okoliczne pola.









Wąskie uliczki, kamienne domy i kolorowe okiennice tworzą sielankowy klimat, który aż prosi się o spacer bez pośpiechu. W centrum miasteczka znajduje się kilka kawiarni, sklepików z lokalnymi produktami i małych restauracji z tarasami wychodzącymi na panoramę okolicy.

W sezonie letnim (szczególnie w lipcu) Valensole tętni życiem – odbywa się tu festiwal lawendy, a ulice wypełniają się stoiskami z miodem, mydłami, olejkami i rękodziełem. Warto zajrzeć do lokalnych producentów – wiele z nich oferuje degustacje i prezentacje procesu destylacji lawendy.

Tu „morze fioletu” rozciąga się po horyzont. W przeciwieństwie do innych regionów, tutejsze pola lawendowe są ogromne, ciągną się kilometrami i tworzą charakterystyczne, geometryczne pasy, które idealnie wychodzą na zdjęciach. Do tego dochodzą samotne drzewa, kamienne domki, droga wijąca się przez środek lawendowego krajobrazu i zachody słońca, które nadają całości złocistą poświatę. Połączenie natury, światła i przestrzeni sprawia, że Valensole uchodzi za jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w całej Prowansji – i nie bez powodu trafia na okładki magazynów podróżniczych. 




Gordes to jedno z najbardziej znanych miasteczek w regionie. Jeśli byliście wcześniej w Toskanii, prawdopodobnie, jak ja przeżyjecie tutaj deja vu, bo usytuowane na wzgórzu stare domki z brązowego kamienia do złudzenia przypominają urocze Montalcino lub inne mieściny z rejonu Val d’Orcia. Gordes jest maleńkie! Obejdziecie je w 20 minut, bo oprócz jednego kościoła, który można obejrzeć wewnątrz nie ma tu żadnych zabytków ani muzeów. Jest za to sporo kawiarni i restauracji, sklepów z pamiątkami i pięknych punktów widokowych, z których można podziwiać panoramę okolicy usłaną winnicami, polami słonecznikowymi i lawendą.



Manosque, położone w samym sercu regionu Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże, to malownicze miasto, które łączy w sobie historię, naturalne piękno i bogate doświadczenia kulturalne. Usytuowane wśród wzgórz i pól lawendy, jest doskonałym miejscem dla tych, którzy pragną spokojnego ucieczki od miejskiego zgiełku.  Jednym z głównych punktów atrakcyjności Manosque jest jego zabytkowe stare miasto, z wąskimi uliczkami, kolorowymi domami i tradycyjną architekturą Prowansji. Ostatnim razem to tu była nasza baza noclegowa:)




Tym razem odwiedziliśmy także Awinion (Avignon, ponad 91 tys. mieszkańców) to dawna siedziba papieży, a świetnie zachowany pałac papieski jest jedną z najczęściej odwiedzanych atrakcji we Francji. Miasto przyciąga też fanów piosenki o moście, miłośników teatru oraz prowansalskich klimatów. Życie w Awinion toczyło się od dawien dawna. W starożytności była w tym miejscu celtycka osada, którą Rzymianie przejęli i nazwali Avenio, co mogło oznaczać „władcy rzeki” lub „miasto silnego wiatru”. W średniowieczu miasto często zmieniało władców, a od XIV do XVIII w. należało do papieży, w czasie pontyfikatów: Klemensa V, Jana XXII, Benedykta XII, Klemensa VI, Innocentego VI, Urbana V i Grzegorza XI. W mieście rezydowali także antypapieże Klemens VII i Benedykt XIII.

Pałac papieski w Awinionie (Palais des Papes) to największy gotycki zamek w Europie (XIV w.) To tak naprawdę kompleks budynków, w którego skład wchodzi przede wszystkim Stary Pałac i Nowy Pałac, a także Mały Pałac (siedziba kardynałów) i katedra Notre Dame des Doms, w której pochowano papieży Jana XXII i Benedykta XII. Tuż obok katedry znajduje się wejście na wzgórze Rocher des Doms, z którego roztacza się ładny widok na Rodan, papieskie winnice w Châteauneuf-du-Pape i najwyższą górę Prowansji Mont Ventoux.

 






















Wszystkie ciekawe miejsca w Awinion kryją się za murami z XIV w., które otaczają Stare Miasto. Mają one 4,3 km długości, a w ich ciągu stoi 39 baszt. Teren otoczony murami jest dość duży, ale warto po nim pospacerować i oddalić się na wschód od pałacu. Dzięki temu odkryjemy wiele uroczych placów, zaułków, a nawet kanałów.

To tyle z Prowansji:) Ruszamy w stronę Hiszpanii.

Pozdrawiamy:)))

środa, 13 sierpnia 2025

Wakacyjne wyprawy...

Mozela

 Wróciliśmy z wakacji:) Oczywiście po powrocie czekały na nas tzw sprawy bieżące typu koszenie trawy, robienie przetworów bo akurat dojrzały śliwki, jabłka papierówki itd:)

Ale gdy tylko przymknę oczy, ciągle jeszcze jestem tam..  Odwiedziliśmy miejsca, które już znamy, poznaliśmy nowe, było dużo atrakcji i wrażeń.

Byliśmy w Niemczech, Holandii, Luksemburgu, Francji i Hiszpanii. Pierwszy etap - Niemcy to odwiedziny u rodziny:) W tamtym rejonie – Nadrenia Palatynat bywamy często i doskonale znamy atrakcje tego pięknego regionu. Bliskość z Luksemburgiem sprawiła, że i to niewielkie państwo mogliśmy poznać. Mnie najbardziej urzeka Trier i Mozela z pięknymi miasteczkami, winnicami, zamkami na wzgórzach. Mozela to największy dopływ Renu, płynący przez Francję przedzierający się w dolnym biegu przez pasma wzgórz łupkowych. Rzeka tworzy serię potężnych meandrów i przejazd jej doliną jest fascynujący. Na niezwykle stromych brzegach rozciągają się winnice. Z doliny Mozeli pochodzi wiele słynnych gatunków win z Rieslingiem na czele. Jest to raj dla turystów - smakoszy, także miejscowa kuchnia wiele zawdzięcza bliskiemu sąsiedztwu Francji. Po drodze można napotkać liczne pozostałości z czasów rzymskich i mniej u nas znane a niezwykle malownicze średniowieczne zamki.  Tym razem naszym celem nie było zwiedzanie, wspólnie z rodzinką wybraliśmy się do Maastricht w Holandii na koncert Andre Rieu – w ramach prezentu urodzinowego seniorki rodziny. 

"Nasz" hotel

Chociaż Maastricht to jedno z najstarszych holenderskich miast, niewiele ma wspólnego z typowym, niderlandzkim klimatem. Nie ma tu ani sieci kanałów, ani białych wiatraków, za to są ciekawe fortyfikacje, podziemne jaskinie i kościoły, które pełnią funkcję księgarni, sal wykładowych, a nawet hoteli.

To biblioteka w murach dawnego kościoła.










Oprócz starożytnych murów i brukowanych uliczek Maastricht jest centrum działalności kulturalnej. Miejski plac Vrijthof, znany z corocznych koncertów André Rieu, otoczony jest historycznymi budynkami, tętniącymi życiem kawiarniami i muzeami, takimi jak Museum aan het Vrijthof prezentujące lokalną sztukę i historię.








Kolejnego dnia po koncercie pożegnaliśmy się z rodzinką i już we dwójkę ruszyliśmy w stronę Francji. Jechaliśmy przez Belgię, Luksemburg i dalej do Francji. Nie spieszyliśmy się i większość odcinków trasy pokonywaliśmy lokalnymi drogami. Naszym pierwszym przystankiem było Dijon. Bardzo zaskoczyło mnie to miasto – w pozytywnym znaczeniu:) Nie spodziewałam się, że będzie takie duże a jednocześnie piękne. Najpierw odszukaliśmy naszą kwaterę i tu kolejne zaskoczenie:) Początkowo nie mogliśmy odnaleźć budynku, nawigacja mówiła, że jesteśmy na miejscu a tam nic, tylko mur.. Gdy już trafiliśmy, powitał nas bardzo miły właściciel, pokazał nam nasze mieszkanko, starał się wytłumaczyć jak dojść do centrum (to tylko 20 minut piechotą), opowiadał o atrakcjach, o sowim szlaku. My nie znamy francuskiego, pan po angielsku słabiutko ale trochę na migi, trochę po angielsku i jakoś się zrozumieliśmy:) A zakoczył mnie ogródek tego pana: środek miasta a on miał ziemniaki, fasolę, cukinie i jeszcze kota:)) Gdy będziecie kiedyś w Dijon to polecam tę miejscówkę, świetnie nadaje się na dłuższy pobyt. Wszystkie rezerwacje (oprócz Holandii) robiliśmy przez Booking.com z możliwością bezpłatnej rezygnacji.



Tymi krętymi schodami do góry..



Kto by się spodziewał, że za tymi drzwiami w murze kryje się piękny ogródek i nasz pensjonat:)


 

Dijon to jedno z tych miejsc na mapie Francji, które od razu urzeka swoją historyczną głębią i majestatycznym pięknem. Jest stolicą regionu Burgundii, a jego historia sięga czasów rzymskich. Jednak to średniowiecze nadało mu szczególny charakter – w tym okresie Dijon stało się siedzibą potężnych książąt Burgundii, którzy przez wieki rywalizowali z francuskimi monarchami o władzę i wpływy w Europie.

 



Dynastia burgundzka uczyniła z Dijon centrum polityczne, artystyczne i gospodarcze swojego księstwa. Miasto kwitło pod ich rządami – rozwijało się rzemiosło, handel, nauka, a także sztuka. Książęta byli znani z zamiłowania do architektury i mecenatu artystycznego. Dzięki nim Dijon stało się jednym z najważniejszych miast średniowiecznej Europy Zachodniej – rywalizowało z Paryżem, Awinionem czy Brukselą.

 

wizerunek wygłaskanej sowy:)

To właśnie w Dijon, w XIV i XV wieku, powstały jedne z najpiękniejszych pałaców i świątyń gotyckich.

Spacerując po Dijon, można odnieść wrażenie, że czas zatrzymał się gdzieś w epoce gotyku i renesansu. Zachowały się tu całe kwartały miasta z oryginalną zabudową średniowieczną, co czyni Dijon jednym z najlepiej zachowanych miast historycznych we Francji. Ulice wyłożone są brukiem, budynki mają bogato rzeźbione fasady, a na każdym kroku można natrafić na elementy przypominające o dawnej świetności.

 


Najbardziej charakterystycznym i zarazem architektonicznym sercem miasta jest Pałac Książąt Burgundii.  Monumentalny kompleks budynków – łączący styl gotycki, renesansowy i klasycystyczny – przez wieki był siedzibą książęcą, a dziś mieści się tu m.in. Muzeum Sztuk Pięknych, jeden z najstarszych i najbogatszych zbiorów we Francji. Warto wspiąć się na wieżę Filipa Dobrego, skąd rozpościera się zachwycający widok na dachy Dijon - my nie byliśmy..

 


Nieopodal pałacu znajduje się gotycki kościół Notre-Dame de Dijon, słynący z tajemniczej „sowy szczęścia”, której dotknięcie lewą ręką ma przynosić powodzenie. Fasada kościoła ozdobiona jest groteskowymi rzeźbami, a jego wnętrze kryje cenne ołtarze i witraże z różnych epok.



Nie da się mówić o Dijon bez wspomnienia jego najsłynniejszego produktu: musztardy dijon, która rozsławiła miasto na całym świecie. To właśnie tu, już w XIII wieku, rozpoczęto produkcję ostrej musztardy z dodatkiem białego wina, która z czasem stała się synonimem elegancji i wyrafinowania w kuchni francuskiej. W odróżnieniu od słodszych odmian znanych z Europy Środkowo-Wschodniej, musztarda z Dijon wyróżnia się wyrazistym, ostrym i lekko kwaskowatym smakiem, który świetnie komponuje się z mięsem, serami, warzywami i sosami.

Dijon to również brama do jednego z najsłynniejszych regionów winiarskich świata – Burgundii. Na południe od miasta rozciąga się Route des Grands Crus, malownicza trasa biegnąca przez winnice, które produkują jedne z najdroższych i najbardziej prestiżowych win.






Pożegnaliśmy Dijon i drogą wzdłuż winnic ruszyliśmy na południe w stronę słonecznej Prowansji:)