niedziela, 14 marca 2021
Dziki biwak pod Schiehallion.
Dziś wrócę do naszej jesiennej wyprawy w góry. To był ostatni kilkudniowy wyjazd, potem było jeszcze kilka jednodniowych wycieczek. Od kilku miesięcy nigdzie dalej nie byliśmy, nie dlatego,że nie mieliśmy ochoty tylko z powodu wprowadzonych obostrzeń związanych z aktualną sytuacją na świecie. Od Bożego Narodzenia jesteśmy zamknięci. Bez uzasadnionej potrzeby nie można nigdzie dalej jechać. Nie wolno spotykać się w domach, jedynie na zewnątrz, co przy zimowo – wiosennej pogodzie nie jest zbyt sprzyjające. Pozamykane są sklepy, restauracje.. W wiekszości ludzie pracują zdalnie.. Tak to wygląda w Szkocji. Wydeptujemy więc nasze przydomowe ścieżki, chodzimy po laskach, łąkach.. W terenie spotykamy się z przyjaciółmi.
Z sentymentem wspominam ten nasz ostatni wyjazd bo najprawdopodobniej nie uda nam się już odwiedzić naszych ulubionych miejsc przed powrotem do Polski.
Planowaliśmy wyprawę w rejon Ben Lawers (południowo – środkowa część szkockich Highlands) w pobliżu jeziora Tay. Zmieniliśmy nieco plan na Schiehallion – górski szczyt na którym jeszcze nie byliśmy a położony niedaleko Ben Lawers.
Pogoda dopisała, przez te kilka dni było słonecznie i ciepło. Zachwyciły nas wschody słońca, wędrówka, piękne widoki i nocne niebo. Jeszcze nigdy nie widziałam gwiazd, które zdawały się wisieć nad naszymi głowami, jakby były znacznie bliżej niż zazwyczaj są. Sprawiła to ciemność tzn brak świateł cywilizacji. Byliśmy z dala ludzkich osad, w pobliżu nie ma żadnych miast. To doskonałe miejsce do obserwacji nocnego nieba.
Do domu wracaliśmy bezdrożami chłonąc piękno mijanych krajobrazów: Gór, jezior, przestrzeni, urokliwych małych miejscowości..
Potrzebne nam są takie wyjazdy..
Miejscowość, którą odwiedziliśmy po drodze to Braemar - piękna wioska ukryta wśród gór w pobliżu letniej rezydencji królewskiej Balmoral. Zdjęcie z bramą to właśnie wjazd do posiadłości.
Z ziołowych ciekawostek: to zrobiłam sobie krem, bo akurat mi się skończył.. Użyłam maceratu z żywicy sosnowej, dodałam olejku z pestek moreli i nasion dzikiej róży. Do fazy wodnej użyłam hydrolatu z kwiatostanów leszczyny. Dodałam kilka kropli witaminy E i kwasu hialuronowego, zmiksowałam i mam:))
A oto co nowego namalowałam:)
Pozdrawiam wiosennie:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
























Świetne zdjęcia, bardzo fajne są takie dzikie biwaki :)
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję:)
UsuńWitaj w ostatni zimowy wieczór Nagietku
OdpowiedzUsuńCzasem najbliższe ścieżki potrafią zachwycić.
Pozdrawiam nadzieją na wiosenny uśmiech Króla Słońce
I ja pozdrawiam serdecznie:))
UsuńMoje klimaty, takie miejsca mogłabym odwiedzać co tydzień, magiczne. Dawno nie widziałam nieba pełnego gwiazd, a już na bank nie takiego, gdzie wydaje się, że gwiazdy wiszą mi nad głową, ależ to musiało być piękne. Brakuje mi podróży, w tym roku to jeszcze nie byłam, ale wyprawami do pobliskiego lasu też się cieszę. Obrazy namalowałaś cudowne i uważam, że dużo magii w nich zawierasz, bardzo lubię Twoje malunki. Pozdrawiam cieplutko. <3 :)))))))
OdpowiedzUsuńNawet najbliższe spacery dają dużo radości:) Bardzo dziękuję i serdecznie Cię pozdrawiam:)
UsuńKremy podziwiam, ale obrazy jeszcze bardziej:-)
OdpowiedzUsuń