art by JB

Moja art strona - zapraszam - art by JB

piątek, 16 kwietnia 2021

Goodbye Scotland...

 Nadchodzi czas wyjazdu, zostało kilka dni.. Ale nie żegnam się.. Nie chcę.. Mówię do widzenia.. Spędziłam w Szkocji 14 lat. Zjeździłam wzdłuż i wszerz, dane mi było zobaczyć najbardziej urocze zakątki. Chociaż wszystkie szkockie zakątki są urocze:). Poznałam wspaniałych ludzi, przyjaciół.  Zawsze jednakże wiedziałam, że wrócę.. I właśnie ta chwila nadchodzi. Jest mi smutno ale jednocześnie czuję radość..  Coś się kończy, coś zaczyna.. Szkocja pozostanie w moim sercu.. Zostawiam tu cząstkę siebie, zabieram wspomnienia..

W ostatnią niedzielę wybraliśmy się jeszcze na krótką wycieczkę. 20 minut jazdy samochodem na północ od Aberdeen jest niewielka miejscowość Newburgh. Tamtejszą plażę upodobały sobie foki. Stacjonują tam od lat. Jest ich  bardzo dużo ok 400. Przebywają po drugiej stronie rzeki, która w tym miejscu wpada do morza. Teren gdzie przebywają objęty jest rezerwatem. Można je obserwować z drugiego brzegu. Czasem niektóre bardziej ciekawskie podpływają blisko do ludzi. Można tam dostrzec przynajmniej dwa rodzaje fok: Grey seals - foki szare i Common Seals - foki pospolite. Wszystkie są zachwycające:)


Zdjęcia robione teleobiektywem.

Wejście na plażę

Postanowiliśmy zobaczyć jeszcze jedną atrakcję - Slains Castle. Znamy te miejsca doskonale, o tym zamku już kiedyś pisałam. Imponujące ruiny leżą na krawędzi stromych klifów w pobliżu zatoki Cruden. Historia zamku sięga XIII wieku. Budowla przechodziła różne koleje losu, przez setki lat należała do rodziny Hay. Odwiedzana była przez różne znamienite osobistości. Była nadchnieniem dla pisarzy. Tam narodził się pomysł napisania Draculi. W 1895 roku irlandzki pisarz Bram Stoker przebywał na urlopie w pobliskim Cruden Bay - mieszkał w hoteliku, który istnieje do dziś - patrząc na okazałą budowlę doznał wizji, pod wpływem której napisał swoją najsłynniejszą powieść. W 1916 roku zamek przeszedł w ręce nowego właściciela, który nigdy nie zawitał do niego. W 1925 roku by uniknąć płacenia wysokich podatków, pozbawił budowlę wszystkich dachów. Od tego czasu Slains zaczął popadać w ruinę..

Wzdłuż klifów wiedzie ścieżka spacerowa, widoki zapierają dech w piersiach bez względu na pogodę..






W tygodniu pogoda znacznie się poprawiła. Piękne słońce i błękitne niebo zachęcało do spacerów:

Port i plaża w Aberdeen




W mieście kwitną żonkile:





Tą drogą chodziłam do pracy...


Przygotowania do wyjazdu trwają ale czas na spacer z przyjaciółką zawsze się znajdzie:) 

Taką pogodę miałyśmy w czwartek:)



A więc do widzenia Szkocjo, do widzenia przyjaciele...



Ps 
Z ziołowego świata: ruszajmy po pokrzywę:) To cenne lekarstwo i znakomity kosmetyk. Jest jednym z ziół, które można stosować codziennie. Liście pokrzywy zawierają wiele związków czynnych. Mnóstwo dobrze przyswajalnego żelaza, kwasu foliowego, kwasy organiczne, garbniki, sole mineralne, witaminy - całe mnóstwo dobroci:))


Można wyciskać sok lub pić herbatkę. 

Do następnego razu:))

piątek, 2 kwietnia 2021

Już wiosna..

Ptaki śpiewają radośnie, wszystko wokół kwitnie. Dzień coraz dłuższy.. Wiosnę powitaliśmy w naszym ulubionym miejscu. Równonoc wiosenna.. Pojechaliśmy na kamienne kręgi powitać wschodzące słońce: Ptaki koncertowały cudnie.. Po chwili pojawiło się słońce:
To były magiczne chwile..
 A co w ziołowym świecie? Dziś o dwóch roślinkach. Pierwsza to wierzba. To niezwykłe drzewo z pogranicza współczesnej medycyny, świata czarów i bagiennych rusałek. Wierzba od wieków stanowiła symbol odrodzenia, odnowy. Nazywano ją rośliną miłującą życie. Jej srebrzyste kwiatostany zwane baziami, gdzieniegdzie kotkami są od wieków podstawowym składnikiem palmy wielkanocnej. Poświęcona palma obdarzona była szczególną mocą: zapewniała dostatek, zdrowie i ochronę przed złem. Znana jako środek leczniczy już w starożytności. W XVIII wieku angielski pastor Edward Stone zaobserwował, że choroby związane z uciążliwą gorączką najczęściej dokuczają ludziom z podmokłych terenów - z miejsc, które upodobały sobie wierzby. Pastor ów zastosował się do zasady, według której rośliny rosnące na danym terenie stanowią lek na najczęściej spotykane tam choroby. Zaczął podawać chorym ludziom (z wysoką gorączką i dreszczami) sproszkowaną korę wierzby. O dziwo to poskutkowało wyleczeniem. Oficjalnym surowcem leczniczym jest kora wierzby. W tradycji ludowej używano też liści a czasem kwiatostanów - mają one jednak słabsze działanie. Kora działa jak aspiryna. Oprócz właściwości leczniczych wierzba jest także ważną rośliną miododajną i użytkową. Jej pędy są giętkie i elastyczne, mają zastosowanie w wikliniarstwie i rękodzielnictwie. Kilka jej odmian stanowi  surowiec energetyczny. Wierzba to także symbol wiosny, który z radością witamy po długiej zimie.
Drugą rośliną, o której chcę wspomnieć to janowiec ciernisty. Bardzo popularny w Szkocji. Rośnie wzdłuż polnych ścieżek, porasta zbocza wzgórz i pagórków. Jest nieodłącznym elementem wiosennego krajobrazu. Pięknie wygląda i pachnie kokosem. Okazuje się też, że ma właściwości lecznicze: między innymi koi nerwy, niweluje efekty stresu. Niedawno natknęłam się na przepis syropu, który można zrobić z kwiatów janowca i dodawać do wody - powstaje wtedy pyszna lemoniada, lub do herbaty. Potrzebne jest 600 ml wody, 250g cukru, otarta skórka z jednej pomarańczy i sok z jednej cytryny oraz cztery garście kwiatów janowca.
 Codziennie w czasie spacerów mijam te złociste krzewy, dlatego postanowiłam zrobić ten syrop. Użyłam mniej niż połowę cukru podanego w przepisie. Wodę gotuje się z cukrem na wolnym ogniu przez 10 minut. W tym czasie należy sparzyć pomarańczę i zetrzeć skórkę, wycisnąć sok z cytryny. Potem należy wszystko dodać do cukrowego syropu: skórkę, sok, kwiaty janowca i zostawić to na noc. Drugiego dnia odcedzić i gotowe. Mój syrop był kwaskowy, z nutą pomarańczy i kokosu. Niezbyt gęsty bo cukru było mało ale całkiem smaczny:) 
Przepis oryginalny jest tu: https://www.eatweeds.co.uk/gorse-flower-cordial-recipe

Tymczasem mamy Wielkanoc, chciałabym życzyć wszystkim zdrowych, pogodnych Świąt pełnych wiary, nadziei i miłości. Radosnego, wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród przyjaciół.

niedziela, 14 marca 2021

Dziki biwak pod Schiehallion.

Dziś wrócę do naszej jesiennej wyprawy w góry. To był ostatni kilkudniowy wyjazd, potem było jeszcze kilka jednodniowych wycieczek. Od kilku miesięcy nigdzie dalej nie byliśmy, nie dlatego,że nie mieliśmy ochoty tylko z powodu wprowadzonych obostrzeń związanych z aktualną sytuacją na świecie. Od Bożego Narodzenia jesteśmy zamknięci. Bez uzasadnionej potrzeby nie można nigdzie dalej jechać. Nie wolno spotykać się w domach, jedynie na zewnątrz, co przy zimowo – wiosennej pogodzie nie jest zbyt sprzyjające. Pozamykane są sklepy, restauracje.. W wiekszości ludzie pracują zdalnie.. Tak to wygląda w Szkocji. Wydeptujemy więc nasze przydomowe ścieżki, chodzimy po laskach, łąkach.. W terenie spotykamy się z przyjaciółmi. Z sentymentem wspominam ten nasz ostatni wyjazd bo najprawdopodobniej nie uda nam się już odwiedzić naszych ulubionych miejsc przed powrotem do Polski. Planowaliśmy wyprawę w rejon Ben Lawers (południowo – środkowa część szkockich Highlands) w pobliżu jeziora Tay. Zmieniliśmy nieco plan na Schiehallion – górski szczyt na którym jeszcze nie byliśmy a położony niedaleko Ben Lawers. Pogoda dopisała, przez te kilka dni było słonecznie i ciepło. Zachwyciły nas wschody słońca, wędrówka, piękne widoki i nocne niebo. Jeszcze nigdy nie widziałam gwiazd, które zdawały się wisieć nad naszymi głowami, jakby były znacznie bliżej niż zazwyczaj są. Sprawiła to ciemność tzn brak świateł cywilizacji. Byliśmy z dala ludzkich osad, w pobliżu nie ma żadnych miast. To doskonałe miejsce do obserwacji nocnego nieba. Do domu wracaliśmy bezdrożami chłonąc piękno mijanych krajobrazów: Gór, jezior, przestrzeni, urokliwych małych miejscowości.. Potrzebne nam są takie wyjazdy..
Miejscowość, którą odwiedziliśmy po drodze to Braemar - piękna wioska ukryta wśród gór w pobliżu letniej rezydencji królewskiej Balmoral. Zdjęcie z bramą to właśnie wjazd do posiadłości.
Z ziołowych ciekawostek: to zrobiłam sobie krem, bo akurat mi się skończył.. Użyłam maceratu z żywicy sosnowej, dodałam olejku z pestek moreli i nasion dzikiej róży. Do fazy wodnej użyłam hydrolatu z kwiatostanów leszczyny. Dodałam kilka kropli witaminy E i kwasu hialuronowego, zmiksowałam i mam:))
A oto co nowego namalowałam:)
Pozdrawiam wiosennie:)