art by JB

Moja art strona - zapraszam - art by JB

piątek, 28 maja 2021

Jestem w domu...

 Mija miesiąc odkąd wróciliśmy.. Majowe, wiosenne dnie pochłonęły mnie całkowicie. Nie odczuwam dyskomfortu z powodu pogody. To jakby przedłużenie pogody szkockiej, chociaż tu jest zdecydowanie cieplej:) Wszystko mnie cieszy.. Mój piękny ogród pełen ziół, kwitnące bzy i ukochane konwalie, nawet żółte pola rzepaków. Byłam i jestem bardzo zajęta najpierw urządzaniem zagonka warzywnego, potem kwiatowej rabatki, zbieraniem ziół. W tym roku zachwycił mnie bluszczyk kurdybanek. Odkryłam go już w zeszłym roku. Rósł sobie na polu golfowym przy dołku nr 12 :))) Nie było go wiele.. Tymczasem pierwsze odkrycie w ogrodzie: kurdybanek:)) Jest go bardzo dużo, rośnie bujnie. Zrywam go codziennie, robię herbatki, suszę, zrobiłam ocet o niesamowitym kolorze i smaku. Jestem zauroczona tą niepozorną roślinką o mnóstwie zalet.



Ten różowy to ocet z kurdybanka, ten jaśniejszy z mniszka.

Cieszy mnie bogactwo ziół..


Odnalazłam też moje przyjaciółki olchy. Są piękne, wysokie i smukłe, jakże inne od tych szkockich, sękatych, porośniętych mchem.. Jednakże tak samo pełne wspaniałych zalet, o których już pisałam.



Powitałam znowu moje stare ścieżki pełne buków i dębów.


Całym sercem czuję, że jestem tu gdzie powinnam być. Patrząc na widok poniżej, wyraźnie poczułam, że jestem w domu.. Stałam zapatrzona i wiedziałam, ze to jest moje miejsce..


Jeszcze kilka fotek z mojej okolicy. Mieszkam na Dolnym Śląsku na Pogórzu Kaczawskim, w Krainie Wygasłych Wulkanów. 



Złotoryja












Taki mam widok z balkonu:)

Żywokost lekarski


Powrót ze Szkocji był męczący, dużo spraw do załatwienia - wyjeżdżaliśmy jeszcze w czasie trwania największych restrykcji. Byliśmy szczęśliwi, kiedy kanał La Manche został za nami. Teraz wreszcie nigdzie nie musimy się śpieszyć, wszystko płynie swoim torem i układa tak jak powinno.
Powoli organizujemy sobie życie. 

Lato przed nami i ziołowe wyprawy:) Zachęcam do zbioru kurdybanka, jeszcze kwitnie:) Ta miododajna roślinka to jedno z najstarszych znanych ziół. W dawnej kulturze germańskiej istniało przekonanie, że w gęstwinie liści kurdybanku żyją dobre duchy i krasnoludki. Zbierając go warto być uważnym, być może mignie gdzieś czubek czerwonej czapki:)) Kurdybanek ma wyrazisty, korzenny zapach i nieco ostry, gorzkawy smak. Często używany był jako przyprawa do wielu potraw. Ostatnimi czasy odkrywam dziko rosnące, jadalne rośliny. Ich smaki otwierają nas na nowe doznania. Sprawiają, że ruszamy na łąki, pola czy do lasu w poszukiwaniu roślin. To jest okazja by przyjrzeć się im z bliska, zaprzyjaźnić:) Kurdybanek można dodawać do zup, masła ziołowego, sosów, jajecznicy, sałatek ziemniaczanych. Ja dodaję wszędzie tam, gdzie podpowie mi intuicja. Jako roślina lecznicza ma długą historię. Wspomina o nim św. Hildegarda z Bingen zalecając ludziom osłabionym. Preparaty z bluszczyku pobudzają wydzielanie soków trawiennych, wspomagają odchudzanie, zmniejszają ryzyko powstawania kamieni żółciowych, wzmacniają organizm, regenerują błony śluzowe dróg oddechowych, działają przeciwzapalnie.. Można jeszcze dużo wymieniać . Bluszczyk kurdybanek to roślinka na którą warto zwrócić uwagę.



Serdecznie pozdrawiam:)

piątek, 16 kwietnia 2021

Goodbye Scotland...

 Nadchodzi czas wyjazdu, zostało kilka dni.. Ale nie żegnam się.. Nie chcę.. Mówię do widzenia.. Spędziłam w Szkocji 14 lat. Zjeździłam wzdłuż i wszerz, dane mi było zobaczyć najbardziej urocze zakątki. Chociaż wszystkie szkockie zakątki są urocze:). Poznałam wspaniałych ludzi, przyjaciół.  Zawsze jednakże wiedziałam, że wrócę.. I właśnie ta chwila nadchodzi. Jest mi smutno ale jednocześnie czuję radość..  Coś się kończy, coś zaczyna.. Szkocja pozostanie w moim sercu.. Zostawiam tu cząstkę siebie, zabieram wspomnienia..

W ostatnią niedzielę wybraliśmy się jeszcze na krótką wycieczkę. 20 minut jazdy samochodem na północ od Aberdeen jest niewielka miejscowość Newburgh. Tamtejszą plażę upodobały sobie foki. Stacjonują tam od lat. Jest ich  bardzo dużo ok 400. Przebywają po drugiej stronie rzeki, która w tym miejscu wpada do morza. Teren gdzie przebywają objęty jest rezerwatem. Można je obserwować z drugiego brzegu. Czasem niektóre bardziej ciekawskie podpływają blisko do ludzi. Można tam dostrzec przynajmniej dwa rodzaje fok: Grey seals - foki szare i Common Seals - foki pospolite. Wszystkie są zachwycające:)


Zdjęcia robione teleobiektywem.

Wejście na plażę

Postanowiliśmy zobaczyć jeszcze jedną atrakcję - Slains Castle. Znamy te miejsca doskonale, o tym zamku już kiedyś pisałam. Imponujące ruiny leżą na krawędzi stromych klifów w pobliżu zatoki Cruden. Historia zamku sięga XIII wieku. Budowla przechodziła różne koleje losu, przez setki lat należała do rodziny Hay. Odwiedzana była przez różne znamienite osobistości. Była nadchnieniem dla pisarzy. Tam narodził się pomysł napisania Draculi. W 1895 roku irlandzki pisarz Bram Stoker przebywał na urlopie w pobliskim Cruden Bay - mieszkał w hoteliku, który istnieje do dziś - patrząc na okazałą budowlę doznał wizji, pod wpływem której napisał swoją najsłynniejszą powieść. W 1916 roku zamek przeszedł w ręce nowego właściciela, który nigdy nie zawitał do niego. W 1925 roku by uniknąć płacenia wysokich podatków, pozbawił budowlę wszystkich dachów. Od tego czasu Slains zaczął popadać w ruinę..

Wzdłuż klifów wiedzie ścieżka spacerowa, widoki zapierają dech w piersiach bez względu na pogodę..






W tygodniu pogoda znacznie się poprawiła. Piękne słońce i błękitne niebo zachęcało do spacerów:

Port i plaża w Aberdeen




W mieście kwitną żonkile:





Tą drogą chodziłam do pracy...


Przygotowania do wyjazdu trwają ale czas na spacer z przyjaciółką zawsze się znajdzie:) 

Taką pogodę miałyśmy w czwartek:)



A więc do widzenia Szkocjo, do widzenia przyjaciele...



Ps 
Z ziołowego świata: ruszajmy po pokrzywę:) To cenne lekarstwo i znakomity kosmetyk. Jest jednym z ziół, które można stosować codziennie. Liście pokrzywy zawierają wiele związków czynnych. Mnóstwo dobrze przyswajalnego żelaza, kwasu foliowego, kwasy organiczne, garbniki, sole mineralne, witaminy - całe mnóstwo dobroci:))


Można wyciskać sok lub pić herbatkę. 

Do następnego razu:))

piątek, 2 kwietnia 2021

Już wiosna..

Ptaki śpiewają radośnie, wszystko wokół kwitnie. Dzień coraz dłuższy.. Wiosnę powitaliśmy w naszym ulubionym miejscu. Równonoc wiosenna.. Pojechaliśmy na kamienne kręgi powitać wschodzące słońce: Ptaki koncertowały cudnie.. Po chwili pojawiło się słońce:
To były magiczne chwile..
 A co w ziołowym świecie? Dziś o dwóch roślinkach. Pierwsza to wierzba. To niezwykłe drzewo z pogranicza współczesnej medycyny, świata czarów i bagiennych rusałek. Wierzba od wieków stanowiła symbol odrodzenia, odnowy. Nazywano ją rośliną miłującą życie. Jej srebrzyste kwiatostany zwane baziami, gdzieniegdzie kotkami są od wieków podstawowym składnikiem palmy wielkanocnej. Poświęcona palma obdarzona była szczególną mocą: zapewniała dostatek, zdrowie i ochronę przed złem. Znana jako środek leczniczy już w starożytności. W XVIII wieku angielski pastor Edward Stone zaobserwował, że choroby związane z uciążliwą gorączką najczęściej dokuczają ludziom z podmokłych terenów - z miejsc, które upodobały sobie wierzby. Pastor ów zastosował się do zasady, według której rośliny rosnące na danym terenie stanowią lek na najczęściej spotykane tam choroby. Zaczął podawać chorym ludziom (z wysoką gorączką i dreszczami) sproszkowaną korę wierzby. O dziwo to poskutkowało wyleczeniem. Oficjalnym surowcem leczniczym jest kora wierzby. W tradycji ludowej używano też liści a czasem kwiatostanów - mają one jednak słabsze działanie. Kora działa jak aspiryna. Oprócz właściwości leczniczych wierzba jest także ważną rośliną miododajną i użytkową. Jej pędy są giętkie i elastyczne, mają zastosowanie w wikliniarstwie i rękodzielnictwie. Kilka jej odmian stanowi  surowiec energetyczny. Wierzba to także symbol wiosny, który z radością witamy po długiej zimie.
Drugą rośliną, o której chcę wspomnieć to janowiec ciernisty. Bardzo popularny w Szkocji. Rośnie wzdłuż polnych ścieżek, porasta zbocza wzgórz i pagórków. Jest nieodłącznym elementem wiosennego krajobrazu. Pięknie wygląda i pachnie kokosem. Okazuje się też, że ma właściwości lecznicze: między innymi koi nerwy, niweluje efekty stresu. Niedawno natknęłam się na przepis syropu, który można zrobić z kwiatów janowca i dodawać do wody - powstaje wtedy pyszna lemoniada, lub do herbaty. Potrzebne jest 600 ml wody, 250g cukru, otarta skórka z jednej pomarańczy i sok z jednej cytryny oraz cztery garście kwiatów janowca.
 Codziennie w czasie spacerów mijam te złociste krzewy, dlatego postanowiłam zrobić ten syrop. Użyłam mniej niż połowę cukru podanego w przepisie. Wodę gotuje się z cukrem na wolnym ogniu przez 10 minut. W tym czasie należy sparzyć pomarańczę i zetrzeć skórkę, wycisnąć sok z cytryny. Potem należy wszystko dodać do cukrowego syropu: skórkę, sok, kwiaty janowca i zostawić to na noc. Drugiego dnia odcedzić i gotowe. Mój syrop był kwaskowy, z nutą pomarańczy i kokosu. Niezbyt gęsty bo cukru było mało ale całkiem smaczny:) 
Przepis oryginalny jest tu: https://www.eatweeds.co.uk/gorse-flower-cordial-recipe

Tymczasem mamy Wielkanoc, chciałabym życzyć wszystkim zdrowych, pogodnych Świąt pełnych wiary, nadziei i miłości. Radosnego, wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród przyjaciół.